"Typowa Anorektyczka"
Moi Drodzy! :)
Dzisiejszy post będzie o tym, jak postrzegane są osoby chore na anoreksję. Obraz, jaki ma większość społeczeństwa, to nieprawdziwe, kreowane przez Internet, czy inne media obrazki. Wielu ludzi postrzega anoreksję, jako dietę, modę, kaprys, czy "styl bycia" i kojarzy ją tylko z nastolatkami. Bardzo często choroba nie jest nawet uważana za "realną", ale jest "wymysłem, egoizmem i udawaniem" chorującego. Spotkałam się chyba z każdym z tych błędnych i bardzo krzywdzących określeń. Równie mocno uderzało we mnie (i wciąż uderza!), gdy słyszę jak słowo "Anorektyczka" jest używane, aby kogoś obrazić. Dlaczego...? Nie wiem. To tak jakby używać wyrazu "cukrzyk" jako obelgi.
Mało kto zdaje sobie sprawę, jakie dramaty kryją się za diagnozą F50.0 (Anorexia Nervosa- Jadłowstręt Psychiczny) i zdecydowanie nie jest to spowodowane wyborem takiego "stylu życia" osoby chorującej. Nikt przecież nie choruje i nie umiera "na niby"...
Zacznijmy od tego, że anoreksja istnieje naprawdę, jest zaburzeniem psychicznym o najwyższym procencie śmiertelności i o bardzo złożonym podłożu etiologicznym (wiele czynników ma wpływ na zachorowanie). Jest wpisana do katalogu ICD, więc ludzie powinni przyjąć to raz, na zawsze- TO NIE JEST DIETA I TO NIE JEST WYBÓR!
Nie wiem ile osób będzie próbowało to jeszcze podważać, ile razy ktoś chory usłyszy "nie wymyślaj, tylko jedz!". To tak, jakby powiedzieć osobie ze złamaną nogą "nie wymyślaj, tylko biegnij!".
Gdyby to była dieta, to w pewnym momencie patrząc w lustro stwierdziłabym, że świetnie wyglądam, że schudłam, że już wystarczy...A tak się nie stało- nigdy nie planowałam "diety", nigdy nie widziałam, że chudnę, nigdy nie widziałam, że dobrze wyglądam.
Gdyby to był wybór, to w pewnym momencie zorientowałabym się, że wybrałam źle i po prostu wróciłam z powrotem do normalnego funkcjonowania. Każdy zdrowy człowiek, widząc co się dzieje z jego organizmem w trakcie choroby, szybko zacząłby się ratować- jeść. Wiedząc co mu grozi- szpitale, utrata pracy/szkoły, czy znajomych, próbowały odwrócić sytuację. Osoba chora jest świadoma co się dzieje, jest przerażona, chce się ratować...ale jeść nie jest w stanie.
Gdyby anoreksja była wymysłem, nie wymagałaby hospitalizacji na oddziałach internistycznych, czy psychiatrycznych.
Anoreksja nie jest chorobą "rozpieszczonych nastolatek", czy "chorobą z amerykańskich filmów". Tutaj, ja sama mam ogromne wyrzuty sumienia. Gdyby ktoś w 2015 roku, czy jeszcze na początku 2016 zapytał mnie co sądzę o tej chorobie, prawdopodobnie odpowiedziałabym dokładnie, że to "Kaprys, istniejący tylko w filmach i jak w ogóle można nie jeść? I, że normalnych osób to nie dotyczy...". W moim świecie jakoś ta choroba nie istniała.
Jak się okazało, nie jest to choroba z filmów... Jest to prawdziwa choroba, która może dotknąć KAŻDEGO- zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Prawdą jest, że większość zachorowań przypada na okres nastoletni, ale to nie znaczy, że chorują tylko "rozpieszczone nastolatki".
Będąc w szpitalu na specjalistycznym oddziale, spotkałam dziewczyny w wieku od 13 do 39lat, co tylko potwierdza, że choroba może pojawiać się w każdym wieku, niezależnie od środowiska, wychowania, czy momentu życia, w jakim się znajdujemy. No i niestety, ale w wielu przypadkach choroba wraca, nawet po kilkunastu latach.
Nie wiem skąd wziął się wizerunek osoby chorej, jako chudej dziewczyny, z colą zero w ręce, papierosem i oczywiście z ładnymi włosami i makijażem. Nie wiem dlaczego, anoreksja jest ukazywana jako coś ładnego, tajemniczego czy jako coś do czego się dąży. Gotuje się we mnie, gdy widzę w Internecie, jak wielkim obiektem pożądania są wystające obojczyki czy kości policzkowe! Przewijają się te kłamliwe obrazki, na których nikt nie ukazuje prawdziwych skutków choroby.
Dopiero po długim czasie, zobaczyłam też, jak bardzo nasze społeczeństwo gloryfikuje chudość. Mam wrażenie, że panuje jakiś pogląd, że bycie zdrowym, odnosi się do rozmiaru od 32 do 36. 38, to już może być za dużo..A ZDROWIE ORGANIZMU NIE JEST OKREŚLANE PRZEZ ROZMIAR SPODNI.
Po pierwsze w anoreksji nie ma nic ładnego, a wystające kości są przerażające i "niewygodne"- nie da się spać na boku, bo zostają siniaki na kolanach, nie da się wysiedzieć na krześle, bo wszystko się wbija, w stroju kąpielowym wygląda się OKROPNIE, a nie ładnie (choć w większości przypadków nawet w lecie, na plaży, siedzi się w swetrach, bo przecież jest zimno)- to wszystko jest przerażające, a nie estetyczne. I w dodatku każdy ciuch wisi jak na wieszaku, a nie leży jak na modelkach VS.
Włosy na głowie nie są gęste, ale zostaje ich kilka na krzyż bo jakim cudem miałyby rosnąć? Zamiast na głowie, pojawią się na plecach, ponieważ organizm próbuje się ogrzać. Skóra jest sina, sucha i po prostu się łuszczy- zostaje nawet na wewnętrznej stronie ubrań. Nastrój jest skomponowany z najgorszych uczuć, jakie można sobie wyobrazić, ewentualnie czuje się po prostu okrutną pustkę. Tak, jakby w środku było jeszcze zimniej niż na zewnątrz- "no, ale dziewczyna na zdjęciu w Internecie wyglądała na chudą, zdrową i szczęśliwą!"...
Cola zero...? Prawdą jest, że głód jest często "zapijany", ale wątpię, żeby dużo osób chorych piło jakąkolwiek colę, bo wiadomo, że jest "niezdrowa". Papierosy- tutaj się zgodzę, ponieważ sporo ludzi zamiast iść i zjeść posiłek, idzie zapalić.
Samo zachorowanie nie świadczy o "wyjątkowości", choć często tak się czujemy podczas choroby. Świadczy natomiast o stanie zagrożenia życia i wymaga interwencji lekarzy. Tak, jak w przypadku zachorowania na zapalenie płuc, czy inną chorobę.
Uważam, że na wielką szkodę działają jakieś fora "pro-anoreksja", "motylki", etc. Myślę, że to stamtąd pochodzi dziwne "podziwianie" choroby i przez to, wiele osób uważa ją jako wymysł nastolatek. Nie mam pojęcia kto to tworzy, w jakim celu i gdzie ma rozum. Sama nigdy nie byłam na takiej stronie, nie mam zamiaru na nią wchodzić, ale bardzo dużo tym słyszałam. Przykre jest, że podobno to bardzo oddziałuje na młodych ludzi.
Osobiście nie sądzę, żeby pisały tam osoby naprawdę chore, ponieważ większość osób z anoreksją jest tak zmęczona tym wszystkim, co przynosi choroba, że chce wyzdrowieć, a nie pogrążać się jeszcze bardziej.
I to nie jest tak, że osiągnięcie konkretnej wagi (najczęściej minimalnego, "zdrowego" BMI) przywraca nam zdrowie. Gdyby było tak wspaniale, to każdy po wyjściu ze szpitala byłby zdrowy do końca życia, a jak wiadomo...tak się nie dzieje. Anoreksja nie jest chorobą skierowaną przeciwko jedzeniu- chudnięcie i jadłowstręt, to tylko objaw fizyczny, tego co dzieje się gdzieś w myśleniu chorego! Dlatego właśnie osoba chora potrzebuje terapii, pomocy lekarzy- zarówno internisty, jak i psychiatry oraz wsparcia ze strony bliskich!
Najważniejsza jest zupełna zmiana myślenia, odejście od skupiania się na wadze i jedzeniu. Trzeba jakoś "stworzyć od nowa" samego siebie, aby znaleźć nowe zajęcia, zainteresowania, wypełnić jakoś czas, który wcześniej był zjadany przez chorobę do granic możliwości. Bardzo często boimy się kim będziemy, gdy odzyskamy wagę- to tak, jakby stracić samego siebie, a szczególnie, gdy ktoś kiedyś określił nas słowem "Anorektyczka", boimy się"pustki", która towarzyszy "traceniu" choroby. Według mnie, największe spustoszenie, i to w każdej możliwej płaszczyźnie, przyniosła anoreksja, a nie jej brak.
Teraz, gdy poświęciłam wszystko, żeby zacząć NAPRWDĘ zdrowieć, to czasami mam tak dużo zajęć, że nie wiem w co ręce włożyć. :) Najpierw wspaniała praca, później studia w nowym mieście i świetni znajomi. (*no i masło orzechowe :) ).
Na proces wracania do zdrowia, nie patrzmy jako odzyskiwania kg, ale przede wszystkim jako odzyskiwanie SAMEGO SIEBIE i swojego życia. Wymaga to nieprawdopodobnego wysiłku psychicznego i pracy nad kontrolowaniem chorobowych myśli, ale próbujcie, walczcie, bo WARTO. No i w końcu- czy macie coś do stracenia? Jeżeli już chorujecie, to choroba z pewnością zabiera (albo już zabrała) Wam wszystko...więc możecie tylko zyskać.
I mały apel- zastanówcie się zanim zażartujecie, zanim nazwiecie kogoś "anorektyczką, kościotrupem" lub przeciwnie- "puszystym, grubym", zanim powiecie "nie wymyślaj! zacznij jeść", "przestań udawać"...-mogę wymieniać w nieskończoność. Po prostu pamiętajcie, że słowa zawsze stają się częścią czyjegoś życia. Czasami nam- ludziom, wydaje się, że jakiś komentarz nic nie znaczy- faktycznie, czasami dla wypowiadającego jest niczym, ale często dla odbiorcy może stać się początkiem "końca".
-Gabi
Dzisiejszy post będzie o tym, jak postrzegane są osoby chore na anoreksję. Obraz, jaki ma większość społeczeństwa, to nieprawdziwe, kreowane przez Internet, czy inne media obrazki. Wielu ludzi postrzega anoreksję, jako dietę, modę, kaprys, czy "styl bycia" i kojarzy ją tylko z nastolatkami. Bardzo często choroba nie jest nawet uważana za "realną", ale jest "wymysłem, egoizmem i udawaniem" chorującego. Spotkałam się chyba z każdym z tych błędnych i bardzo krzywdzących określeń. Równie mocno uderzało we mnie (i wciąż uderza!), gdy słyszę jak słowo "Anorektyczka" jest używane, aby kogoś obrazić. Dlaczego...? Nie wiem. To tak jakby używać wyrazu "cukrzyk" jako obelgi.
Mało kto zdaje sobie sprawę, jakie dramaty kryją się za diagnozą F50.0 (Anorexia Nervosa- Jadłowstręt Psychiczny) i zdecydowanie nie jest to spowodowane wyborem takiego "stylu życia" osoby chorującej. Nikt przecież nie choruje i nie umiera "na niby"...
Zacznijmy od tego, że anoreksja istnieje naprawdę, jest zaburzeniem psychicznym o najwyższym procencie śmiertelności i o bardzo złożonym podłożu etiologicznym (wiele czynników ma wpływ na zachorowanie). Jest wpisana do katalogu ICD, więc ludzie powinni przyjąć to raz, na zawsze- TO NIE JEST DIETA I TO NIE JEST WYBÓR!
Nie wiem ile osób będzie próbowało to jeszcze podważać, ile razy ktoś chory usłyszy "nie wymyślaj, tylko jedz!". To tak, jakby powiedzieć osobie ze złamaną nogą "nie wymyślaj, tylko biegnij!".
Gdyby to była dieta, to w pewnym momencie patrząc w lustro stwierdziłabym, że świetnie wyglądam, że schudłam, że już wystarczy...A tak się nie stało- nigdy nie planowałam "diety", nigdy nie widziałam, że chudnę, nigdy nie widziałam, że dobrze wyglądam.
Gdyby to był wybór, to w pewnym momencie zorientowałabym się, że wybrałam źle i po prostu wróciłam z powrotem do normalnego funkcjonowania. Każdy zdrowy człowiek, widząc co się dzieje z jego organizmem w trakcie choroby, szybko zacząłby się ratować- jeść. Wiedząc co mu grozi- szpitale, utrata pracy/szkoły, czy znajomych, próbowały odwrócić sytuację. Osoba chora jest świadoma co się dzieje, jest przerażona, chce się ratować...ale jeść nie jest w stanie.
Gdyby anoreksja była wymysłem, nie wymagałaby hospitalizacji na oddziałach internistycznych, czy psychiatrycznych.
Anoreksja nie jest chorobą "rozpieszczonych nastolatek", czy "chorobą z amerykańskich filmów". Tutaj, ja sama mam ogromne wyrzuty sumienia. Gdyby ktoś w 2015 roku, czy jeszcze na początku 2016 zapytał mnie co sądzę o tej chorobie, prawdopodobnie odpowiedziałabym dokładnie, że to "Kaprys, istniejący tylko w filmach i jak w ogóle można nie jeść? I, że normalnych osób to nie dotyczy...". W moim świecie jakoś ta choroba nie istniała.
Jak się okazało, nie jest to choroba z filmów... Jest to prawdziwa choroba, która może dotknąć KAŻDEGO- zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Prawdą jest, że większość zachorowań przypada na okres nastoletni, ale to nie znaczy, że chorują tylko "rozpieszczone nastolatki".
Będąc w szpitalu na specjalistycznym oddziale, spotkałam dziewczyny w wieku od 13 do 39lat, co tylko potwierdza, że choroba może pojawiać się w każdym wieku, niezależnie od środowiska, wychowania, czy momentu życia, w jakim się znajdujemy. No i niestety, ale w wielu przypadkach choroba wraca, nawet po kilkunastu latach.
Nie wiem skąd wziął się wizerunek osoby chorej, jako chudej dziewczyny, z colą zero w ręce, papierosem i oczywiście z ładnymi włosami i makijażem. Nie wiem dlaczego, anoreksja jest ukazywana jako coś ładnego, tajemniczego czy jako coś do czego się dąży. Gotuje się we mnie, gdy widzę w Internecie, jak wielkim obiektem pożądania są wystające obojczyki czy kości policzkowe! Przewijają się te kłamliwe obrazki, na których nikt nie ukazuje prawdziwych skutków choroby.
Dopiero po długim czasie, zobaczyłam też, jak bardzo nasze społeczeństwo gloryfikuje chudość. Mam wrażenie, że panuje jakiś pogląd, że bycie zdrowym, odnosi się do rozmiaru od 32 do 36. 38, to już może być za dużo..A ZDROWIE ORGANIZMU NIE JEST OKREŚLANE PRZEZ ROZMIAR SPODNI.
Po pierwsze w anoreksji nie ma nic ładnego, a wystające kości są przerażające i "niewygodne"- nie da się spać na boku, bo zostają siniaki na kolanach, nie da się wysiedzieć na krześle, bo wszystko się wbija, w stroju kąpielowym wygląda się OKROPNIE, a nie ładnie (choć w większości przypadków nawet w lecie, na plaży, siedzi się w swetrach, bo przecież jest zimno)- to wszystko jest przerażające, a nie estetyczne. I w dodatku każdy ciuch wisi jak na wieszaku, a nie leży jak na modelkach VS.
Włosy na głowie nie są gęste, ale zostaje ich kilka na krzyż bo jakim cudem miałyby rosnąć? Zamiast na głowie, pojawią się na plecach, ponieważ organizm próbuje się ogrzać. Skóra jest sina, sucha i po prostu się łuszczy- zostaje nawet na wewnętrznej stronie ubrań. Nastrój jest skomponowany z najgorszych uczuć, jakie można sobie wyobrazić, ewentualnie czuje się po prostu okrutną pustkę. Tak, jakby w środku było jeszcze zimniej niż na zewnątrz- "no, ale dziewczyna na zdjęciu w Internecie wyglądała na chudą, zdrową i szczęśliwą!"...
Cola zero...? Prawdą jest, że głód jest często "zapijany", ale wątpię, żeby dużo osób chorych piło jakąkolwiek colę, bo wiadomo, że jest "niezdrowa". Papierosy- tutaj się zgodzę, ponieważ sporo ludzi zamiast iść i zjeść posiłek, idzie zapalić.
Samo zachorowanie nie świadczy o "wyjątkowości", choć często tak się czujemy podczas choroby. Świadczy natomiast o stanie zagrożenia życia i wymaga interwencji lekarzy. Tak, jak w przypadku zachorowania na zapalenie płuc, czy inną chorobę.
Uważam, że na wielką szkodę działają jakieś fora "pro-anoreksja", "motylki", etc. Myślę, że to stamtąd pochodzi dziwne "podziwianie" choroby i przez to, wiele osób uważa ją jako wymysł nastolatek. Nie mam pojęcia kto to tworzy, w jakim celu i gdzie ma rozum. Sama nigdy nie byłam na takiej stronie, nie mam zamiaru na nią wchodzić, ale bardzo dużo tym słyszałam. Przykre jest, że podobno to bardzo oddziałuje na młodych ludzi.
Osobiście nie sądzę, żeby pisały tam osoby naprawdę chore, ponieważ większość osób z anoreksją jest tak zmęczona tym wszystkim, co przynosi choroba, że chce wyzdrowieć, a nie pogrążać się jeszcze bardziej.
I to nie jest tak, że osiągnięcie konkretnej wagi (najczęściej minimalnego, "zdrowego" BMI) przywraca nam zdrowie. Gdyby było tak wspaniale, to każdy po wyjściu ze szpitala byłby zdrowy do końca życia, a jak wiadomo...tak się nie dzieje. Anoreksja nie jest chorobą skierowaną przeciwko jedzeniu- chudnięcie i jadłowstręt, to tylko objaw fizyczny, tego co dzieje się gdzieś w myśleniu chorego! Dlatego właśnie osoba chora potrzebuje terapii, pomocy lekarzy- zarówno internisty, jak i psychiatry oraz wsparcia ze strony bliskich!
Najważniejsza jest zupełna zmiana myślenia, odejście od skupiania się na wadze i jedzeniu. Trzeba jakoś "stworzyć od nowa" samego siebie, aby znaleźć nowe zajęcia, zainteresowania, wypełnić jakoś czas, który wcześniej był zjadany przez chorobę do granic możliwości. Bardzo często boimy się kim będziemy, gdy odzyskamy wagę- to tak, jakby stracić samego siebie, a szczególnie, gdy ktoś kiedyś określił nas słowem "Anorektyczka", boimy się"pustki", która towarzyszy "traceniu" choroby. Według mnie, największe spustoszenie, i to w każdej możliwej płaszczyźnie, przyniosła anoreksja, a nie jej brak.
Teraz, gdy poświęciłam wszystko, żeby zacząć NAPRWDĘ zdrowieć, to czasami mam tak dużo zajęć, że nie wiem w co ręce włożyć. :) Najpierw wspaniała praca, później studia w nowym mieście i świetni znajomi. (*no i masło orzechowe :) ).
Na proces wracania do zdrowia, nie patrzmy jako odzyskiwania kg, ale przede wszystkim jako odzyskiwanie SAMEGO SIEBIE i swojego życia. Wymaga to nieprawdopodobnego wysiłku psychicznego i pracy nad kontrolowaniem chorobowych myśli, ale próbujcie, walczcie, bo WARTO. No i w końcu- czy macie coś do stracenia? Jeżeli już chorujecie, to choroba z pewnością zabiera (albo już zabrała) Wam wszystko...więc możecie tylko zyskać.
I mały apel- zastanówcie się zanim zażartujecie, zanim nazwiecie kogoś "anorektyczką, kościotrupem" lub przeciwnie- "puszystym, grubym", zanim powiecie "nie wymyślaj! zacznij jeść", "przestań udawać"...-mogę wymieniać w nieskończoność. Po prostu pamiętajcie, że słowa zawsze stają się częścią czyjegoś życia. Czasami nam- ludziom, wydaje się, że jakiś komentarz nic nie znaczy- faktycznie, czasami dla wypowiadającego jest niczym, ale często dla odbiorcy może stać się początkiem "końca".
-Gabi



Komentarze
Prześlij komentarz