Jak zacząć jeść?
Hej Kochani! :)
Sesja się zbliża wielkimi krokami, a ja jestem zupełnie przytłoczona nauką. Jednak na chwilę wyrywam się z książkowego transu i piszę kolejny post.
Dziś będzie o tym JAK ZACZĄĆ JEŚĆ? Jak wyrwać się z chorego schematu?
Człowiek zdrowy nie zrozumie pytania i nie rozumie gdzie tkwi problem. Osoby z Anoreksją, nie mają pojęcia o tym co zjeść, w jakich ilościach i kiedy. Nie wiedzą jak podejść do szafki w domu i przygotować normalny posiłek... (nie mówię tu o codziennym rytualnym szykowaniu głodowych porcji warzyw, czy owoców). Chodzi mi o zwyczajny, "ludzki" posiłek.
Sama byłam w tym momencie- kiedy wyszłam ze szpitala, waga zaczęła drastycznie spadać, bo nie miałam pojęcia co i w jakich ilościach spożywać. W szpitalu nie było tego problemu, bo każdy dostawał gotową porcję i musiał zjeść całą. Do tego, w domu dochodziło marudzenie, że "tego nie zjem", "tego za dużo na talerzu" i oczywiście panował stały podział na "jedzenie dla wszystkich" i osobne- "jedzenie dla Gabrysi".
Miałam tego dość, ale za każdym razem, gdy chciałam po prostu zacząć jeść, dopadał mnie paraliżujący strach, znajomy każdemu choremu- strach przed utratą (tzw.) kontroli. Wreszcie po przekopaniu całego Internetu, natknęłam się na Minnie Maud, metodę kontrowersyjną, ale podobno działającą jak nic innego (kiedyś o tym więcej). Bardzo chciałam spróbować, ale jeszcze bardziej się bałam!
Gdy dotarłam do punktu, w którym wiedziałam, że niedługo prawdopodobnie czeka mnie powrót do szpitala, jeżeli nic nie zmienię, poprosiłam o pomoc mojego Tatę. Po prostu opisałam mu na czym Minnie Maud polega, powiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę.
Z racji tego, że metoda wymaga jedzenia MINIMUM 3000kcal, a ja byłam w stanie sama jeść 2000kcal (odliczone co do grama oczywiście), Tacie przypadła odpowiedzialność szykowania mi codziennie różnego jedzenia o kaloryczności ok. 1000kcal. Wyznaczyłam dzień "startu" i po prostu zaczęłam od nowa "wchodzić pod tę górę"...
Oczywiście wiele razy, gdy zobaczyłam co Tato mi "naszykował" to płakałam, chciałam to wymieniać, zarzucałam, że chce mi wcisnąć za dużo, itd. (Oczywiście, to normalne zagrywki choroby, należy być na to przygotowanym...). Tata się jednak nie poddawał- nie szedł na ugodę, ale wysłuchiwał cierpliwie moich wyrzutów, a później wspierał w jedzeniu. :)
Bywało bardzo ciężko i bardzo trudno. Na początku czułam się, jakby "jedzenie krążyło we mnie zamiast krwi", miałam wrażenie, że tyję po 5kg na dzień, płakałam nocami, bałam się rano wstawać. Ale KAŻDEGO dnia zaczynałam od nowa... To nie jest tak, że raz postanowicie sobie "chcę wyzdrowieć" i zaczynacie jeść. Musicie taką decyzję podejmować każdego dnia, codziennie rano. Każdy taki dzień "jedzenia na siłę", był lepszy niż dzień z Anoreksją- tego jestem pewna w 100%.
W pewnym momencie zauważyłam, że coś się zmieniło- zaczął mi wracać humor i wtedy już widziałam, że powoli i stopniowo zmierzam ku lepszemu...
Musicie się jednak przygotować, bo najgorszym etapem jest początek. Mam więc klika porad:
1. POPROŚ O POMOC I NIE JEDZ SAMA/SAM. Po pierwsze, nie masz pojęcia ile to normalna porcja i czym jest normalne jedzenie. Obiad składający się z pełnego talerza jarzyn, nie jest obiadem. Poproś kogoś o szykowanie Ci jedzenia, patrz jak jedzą inni (NIE MODELKI FITNESS, CZY INNE INSTAGRAMOWE INSPIRACJE), jedz ze zdrowymi ludźmi.
2. NIE CHODŹ SAMA/SAM NA ZAKUPY. Tylko zmarnujesz swój cenny czas na czytanie składów, które i tak znasz na pamięć. Nie kupisz niczego nowego i w najlepszym wypadku, wyjdziesz z waflami ryżowymi, ogórkiem i chudym serem.
3. ZAKLEJ WARTOŚCI KCAL. Nie każdy tak ma, ale ja bałam się bardzo kcal. Znałam większość tabelek na pamięć. Sama poprosiłam rodziców by przez jakiś czas zaklejali lub zamazywali mi etykiety. POMOGŁO!
4. ZACZNIJ ODWAŻNIE, ALE NIE EKSTREMALNIE! Musisz dać z siebie 110% od samego początku, ale nikt nie karze Ci zjeść na starcie całej milki, czy McZestawu. Nie o to chodzi, bo tylko się zniechęcisz. Ja przyjęłam metodę "dokładania" nowego, do mojego chorobowego, rutynowego jadłospisu. Przykład: skoro codziennie jem owsiankę na wodzie, z jabłkiem, to zamieniłam ją na owsiankę na mleku, z bananem i masłem orzechowym. Zamiast dwóch przekąsek składających się z samych owoców, na jedną z nich zaczęłam zjadać batonika...
Na początku bałam się baaaaardzo słodyczy, więc zaczęłam od batonów muesli, później przeszłam do wafelków kakaowych, później czekolady gorzkiej i tak powoli przechodziłam na to, co mi się podoba, a nie podoba się Anoreksji.
5. JEDZ MIN. 3000KCAL. Nie, to nie jest za dużo. Skoro zdrowy człowiek potrzebuje ok. 2500kcal, żeby wagę utrzymać, to jak chcesz ODBUDOWAĆ cały organizm na swoim głodówkowym jadłospisie? I oczywiście, że trudno będzie dostarczyć odpowiednią ilość energii, gdy jesz same warzywa i owoce... MUSISZ SIĘ PRZEŁAMYWAĆ, dlatego właśnie polecam jedzenie z innymi, nieszykowanie zawsze samemu posiłków i wychodzenie "na miasto", by coś zjeść.
Na początku nie jedz "intuicyjnie", ponieważ Ty nie posiadasz intuicji!Twój organizm nie funkcjonuje jak u zdrowej osoby, nie wysyła jasnych sygnałów o głodzie, czy pełności. Polecam jeść co 2-3h i dorzucać do jedzenia wszelkie dodatki takie jak orzechy, masło orzechowe, kakao, suszone owoce, miód, itd. Jest zdrowo, smakuje i dostarcza kalorii. :)
6. WYRZUĆ Z GŁOWY PODZIAŁ JEDZENIA. Nie ma czegoś takiego jak jedzenie "dobre" lub "złe". Co Ci zrobił batonik, że chcesz go nazwać złym? Nic.
Nie wiem dlaczego przyjęło się, że jakieś jedzenie jest złe, a jakieś dobre...a co za tym idzie, osoba, która je batonika jest zła, a ta która je jabłko jest dobra. To jest chore.
Jedzenie jest jedzeniem, nie ma osobowości. Jest składnikami, wartością energetyczną, paliwem i niczym więcej. To co zjesz (i ile ważysz!) nie określa tego, kim i jaki jesteś!
7. NOŚ LUŹNE CIUCHY. Możesz pomachać swoim jeans'ą z działu dziecięcego. Polecam ubrania "oversize", które i tak są teraz modne. Da się w tym wyglądać dobrze i czuć komfortowo! Sama miałam problem, bo ciągle chciałam wchodzić w swoje rurki 32. NIE, nie róbcie tego. To bez sensu, pogarsza tylko samopoczucie i nic nie daje. No i oczywiście zmiana garderoby zmusza nas do wyjścia na zakupy, a kto ich nie lubi? :D
8. PRZESTAŃ OBSERWOWAĆ KONTA "FIT". Jesteśmy zarzucani dietami, "zdrowszymi" zamiennikami wszystkiego, ćwiczeniami, fit-modą, dziewczynami z proszkami białkowymi w ręce, kontami na instagramie, które głoszą chwałę dla vege, detoxu, keto, paleo, blablabla... I jeszcze mają czelność tagowania wszystkiego #healthy. Nie, to nie jest "healthy"- to Ci zaprząta głowę, karmi Anoreksję i wmawia, że jesteś niewystarczająca/-y, a przejście na kolejną dietę i 6-pak są kluczem do szczęścia. Przepraszam, ale byłam w tym miejscu i wiem jedno- GxWNO PRAWDA. (inaczej się tego nie da ująć!)
Zostawiam Was z tym małym poradnikiem, w razie pytań- piszcie komentarze lub email. :)
-Gabi
Sesja się zbliża wielkimi krokami, a ja jestem zupełnie przytłoczona nauką. Jednak na chwilę wyrywam się z książkowego transu i piszę kolejny post.
Dziś będzie o tym JAK ZACZĄĆ JEŚĆ? Jak wyrwać się z chorego schematu?
Człowiek zdrowy nie zrozumie pytania i nie rozumie gdzie tkwi problem. Osoby z Anoreksją, nie mają pojęcia o tym co zjeść, w jakich ilościach i kiedy. Nie wiedzą jak podejść do szafki w domu i przygotować normalny posiłek... (nie mówię tu o codziennym rytualnym szykowaniu głodowych porcji warzyw, czy owoców). Chodzi mi o zwyczajny, "ludzki" posiłek.
Sama byłam w tym momencie- kiedy wyszłam ze szpitala, waga zaczęła drastycznie spadać, bo nie miałam pojęcia co i w jakich ilościach spożywać. W szpitalu nie było tego problemu, bo każdy dostawał gotową porcję i musiał zjeść całą. Do tego, w domu dochodziło marudzenie, że "tego nie zjem", "tego za dużo na talerzu" i oczywiście panował stały podział na "jedzenie dla wszystkich" i osobne- "jedzenie dla Gabrysi".
Miałam tego dość, ale za każdym razem, gdy chciałam po prostu zacząć jeść, dopadał mnie paraliżujący strach, znajomy każdemu choremu- strach przed utratą (tzw.) kontroli. Wreszcie po przekopaniu całego Internetu, natknęłam się na Minnie Maud, metodę kontrowersyjną, ale podobno działającą jak nic innego (kiedyś o tym więcej). Bardzo chciałam spróbować, ale jeszcze bardziej się bałam!
Gdy dotarłam do punktu, w którym wiedziałam, że niedługo prawdopodobnie czeka mnie powrót do szpitala, jeżeli nic nie zmienię, poprosiłam o pomoc mojego Tatę. Po prostu opisałam mu na czym Minnie Maud polega, powiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę.
Z racji tego, że metoda wymaga jedzenia MINIMUM 3000kcal, a ja byłam w stanie sama jeść 2000kcal (odliczone co do grama oczywiście), Tacie przypadła odpowiedzialność szykowania mi codziennie różnego jedzenia o kaloryczności ok. 1000kcal. Wyznaczyłam dzień "startu" i po prostu zaczęłam od nowa "wchodzić pod tę górę"...
Oczywiście wiele razy, gdy zobaczyłam co Tato mi "naszykował" to płakałam, chciałam to wymieniać, zarzucałam, że chce mi wcisnąć za dużo, itd. (Oczywiście, to normalne zagrywki choroby, należy być na to przygotowanym...). Tata się jednak nie poddawał- nie szedł na ugodę, ale wysłuchiwał cierpliwie moich wyrzutów, a później wspierał w jedzeniu. :)
Bywało bardzo ciężko i bardzo trudno. Na początku czułam się, jakby "jedzenie krążyło we mnie zamiast krwi", miałam wrażenie, że tyję po 5kg na dzień, płakałam nocami, bałam się rano wstawać. Ale KAŻDEGO dnia zaczynałam od nowa... To nie jest tak, że raz postanowicie sobie "chcę wyzdrowieć" i zaczynacie jeść. Musicie taką decyzję podejmować każdego dnia, codziennie rano. Każdy taki dzień "jedzenia na siłę", był lepszy niż dzień z Anoreksją- tego jestem pewna w 100%.
W pewnym momencie zauważyłam, że coś się zmieniło- zaczął mi wracać humor i wtedy już widziałam, że powoli i stopniowo zmierzam ku lepszemu...
Musicie się jednak przygotować, bo najgorszym etapem jest początek. Mam więc klika porad:
1. POPROŚ O POMOC I NIE JEDZ SAMA/SAM. Po pierwsze, nie masz pojęcia ile to normalna porcja i czym jest normalne jedzenie. Obiad składający się z pełnego talerza jarzyn, nie jest obiadem. Poproś kogoś o szykowanie Ci jedzenia, patrz jak jedzą inni (NIE MODELKI FITNESS, CZY INNE INSTAGRAMOWE INSPIRACJE), jedz ze zdrowymi ludźmi.
2. NIE CHODŹ SAMA/SAM NA ZAKUPY. Tylko zmarnujesz swój cenny czas na czytanie składów, które i tak znasz na pamięć. Nie kupisz niczego nowego i w najlepszym wypadku, wyjdziesz z waflami ryżowymi, ogórkiem i chudym serem.
3. ZAKLEJ WARTOŚCI KCAL. Nie każdy tak ma, ale ja bałam się bardzo kcal. Znałam większość tabelek na pamięć. Sama poprosiłam rodziców by przez jakiś czas zaklejali lub zamazywali mi etykiety. POMOGŁO!
4. ZACZNIJ ODWAŻNIE, ALE NIE EKSTREMALNIE! Musisz dać z siebie 110% od samego początku, ale nikt nie karze Ci zjeść na starcie całej milki, czy McZestawu. Nie o to chodzi, bo tylko się zniechęcisz. Ja przyjęłam metodę "dokładania" nowego, do mojego chorobowego, rutynowego jadłospisu. Przykład: skoro codziennie jem owsiankę na wodzie, z jabłkiem, to zamieniłam ją na owsiankę na mleku, z bananem i masłem orzechowym. Zamiast dwóch przekąsek składających się z samych owoców, na jedną z nich zaczęłam zjadać batonika...
Na początku bałam się baaaaardzo słodyczy, więc zaczęłam od batonów muesli, później przeszłam do wafelków kakaowych, później czekolady gorzkiej i tak powoli przechodziłam na to, co mi się podoba, a nie podoba się Anoreksji.
5. JEDZ MIN. 3000KCAL. Nie, to nie jest za dużo. Skoro zdrowy człowiek potrzebuje ok. 2500kcal, żeby wagę utrzymać, to jak chcesz ODBUDOWAĆ cały organizm na swoim głodówkowym jadłospisie? I oczywiście, że trudno będzie dostarczyć odpowiednią ilość energii, gdy jesz same warzywa i owoce... MUSISZ SIĘ PRZEŁAMYWAĆ, dlatego właśnie polecam jedzenie z innymi, nieszykowanie zawsze samemu posiłków i wychodzenie "na miasto", by coś zjeść.
Na początku nie jedz "intuicyjnie", ponieważ Ty nie posiadasz intuicji!Twój organizm nie funkcjonuje jak u zdrowej osoby, nie wysyła jasnych sygnałów o głodzie, czy pełności. Polecam jeść co 2-3h i dorzucać do jedzenia wszelkie dodatki takie jak orzechy, masło orzechowe, kakao, suszone owoce, miód, itd. Jest zdrowo, smakuje i dostarcza kalorii. :)
6. WYRZUĆ Z GŁOWY PODZIAŁ JEDZENIA. Nie ma czegoś takiego jak jedzenie "dobre" lub "złe". Co Ci zrobił batonik, że chcesz go nazwać złym? Nic.
Nie wiem dlaczego przyjęło się, że jakieś jedzenie jest złe, a jakieś dobre...a co za tym idzie, osoba, która je batonika jest zła, a ta która je jabłko jest dobra. To jest chore.
Jedzenie jest jedzeniem, nie ma osobowości. Jest składnikami, wartością energetyczną, paliwem i niczym więcej. To co zjesz (i ile ważysz!) nie określa tego, kim i jaki jesteś!
7. NOŚ LUŹNE CIUCHY. Możesz pomachać swoim jeans'ą z działu dziecięcego. Polecam ubrania "oversize", które i tak są teraz modne. Da się w tym wyglądać dobrze i czuć komfortowo! Sama miałam problem, bo ciągle chciałam wchodzić w swoje rurki 32. NIE, nie róbcie tego. To bez sensu, pogarsza tylko samopoczucie i nic nie daje. No i oczywiście zmiana garderoby zmusza nas do wyjścia na zakupy, a kto ich nie lubi? :D
8. PRZESTAŃ OBSERWOWAĆ KONTA "FIT". Jesteśmy zarzucani dietami, "zdrowszymi" zamiennikami wszystkiego, ćwiczeniami, fit-modą, dziewczynami z proszkami białkowymi w ręce, kontami na instagramie, które głoszą chwałę dla vege, detoxu, keto, paleo, blablabla... I jeszcze mają czelność tagowania wszystkiego #healthy. Nie, to nie jest "healthy"- to Ci zaprząta głowę, karmi Anoreksję i wmawia, że jesteś niewystarczająca/-y, a przejście na kolejną dietę i 6-pak są kluczem do szczęścia. Przepraszam, ale byłam w tym miejscu i wiem jedno- GxWNO PRAWDA. (inaczej się tego nie da ująć!)
Zostawiam Was z tym małym poradnikiem, w razie pytań- piszcie komentarze lub email. :)
-Gabi


Komentarze
Prześlij komentarz