Nie mów do mnie!
Dzień dobry Kochani! :)
Dzisiejszy post będzie w formie lekkiego poradnika (nie planowałam tego na początku :)) o tym, czego nigdy nie polecam mówić przy osobie, która choruje na zaburzenia odżywiania, codziennie zmaga się z trudnościami choroby, albo za wszelką cenę stara się wyzdrowieć. Myślę, że są tutaj zawarte pewne wskazówki przede wszystkim dla ludzi w otoczeniu osoby chorej.
Chorując, bardzo chcemy i potrzebujemy rozmawiać, oczekujemy wsparcia i choć trochę wyrozumiałości. To nie jest tak, że nie można się w ogóle do chorego odzywać... po prostu są tematy, których najlepiej nie poruszać. Bardzo łatwo można wyrządzić krzywdę jakąś uwagą lub spowodować pogorszenie stanu i powstanie jeszcze większej "bariery".
Jeżeli nie chcesz wywołać prawdziwej wojny, a zależy Ci, żeby osoba chora Ci ufała i mówiła o problemach, samopoczuciu i o tym, co przeżywa to: nie oceniaj, nie komentuj, nie obwiniaj. Wysłuchaj i postaraj się choć trochę wczuć w sytuację osoby, która jest zupełnie zagubiona, "związana" i znika. Gdy przychodzi anoreksja najczęściej nie mamy pojęcia z jak silnym przeciwnikiem się mierzymy- zarówno chorujący, jak i jego bliskie osoby.
Leczenie i zmianę zachowań, zostawmy terapeutom, lekarzom i osobie chorej przede wszystkim. (Jeżeli chory nie chce się udać po pomoc, to zaproponuj, że pójdziesz razem z nim! Opieka lekarza i terapeuty jest NIEZBĘDNA.) Rozumiem, że bardzo trudno się pogodzić z takim stanem sytuacji, ale nic na siłę nie jesteś w stanie zrobić i żadnymi słowami nie przywrócisz zdrowia, a bardzo łatwo otworzysz kolejne drzwi dla choroby.
Poniższe punkty, mogą być lekko subiektywne, ponieważ wszystko pochodzi z moich osobistych notatek, zapisków i wspomnień, ale myślę, że odnoszą się do bardzo wielu przypadków.
1. Nie obwiniaj i nie krzycz!
Zaburzenia odżywiania, to nie jest wybór i nie jest niczyją winą, że zapada na jakąkolwiek chorobę. Może Ci się wydawać, że ktoś chory robi Ci na złość. Zapewniam, że tak nie jest i nie rozumiem takiego podejścia, ponieważ gdybym chciała kogoś zdenerwować, to raczej nie skończyłoby się to moimi pobytami w szpitalach, ale tej drugiej osoby...
Gdy widzisz, że osoba chora oszukuje, kłamie, nadmiernie kontroluje, to wiedz, że to nie "prawdziwa" ona. Jest w tym momencie coś silniejszego nad nią i niestety, ale w wielu momentach to właśnie nasilenie choroby.
I nie krzycz, proszę! Rodzi się wtedy jeszcze większy konflikt, w którym nie zyskuje nikt oprócz anoreksji.
2. "Czy Ty nie widzisz jak Ty wyglądasz? Do czego Ty się doprowadzasz? Ludzie się na Ciebie patrzą. W ogóle się nie starasz, żeby ratować sytuację. Weź się w garść."
Odpowiedź jest prosta: "Nie, nie widzę. A kiedy już zobaczę, to niestety, ale mimo najszczerszych chęci i niezadowolenia, nie jestem w stanie tego zmienić i zahamować spadku wagi." Sama pamiętam, gdy starałam się zmienić, odwrócić wszystko. Naprawdę, z całego serca przysięgałam sobie, że "zacznę od dzisiaj normalnie jeść". Zależało mi na tym, jak na niczym innym w życiu, ale jednak...nie potrafiłam.
Czułam, że zawodziłam siebie i wszystkich dookoła, a słysząc takie komentarze, potęgowało to tylko poczucie mojej bezradności, frustracji i szeroko-pojętej, beznadziei.
3. "Po prostu to zjedz, a nie udawaj."
To chyba denerwuje najbardziej i prowadzi do dużego pogorszenia sytuacji. Takie słowa powodują, że boimy się zjedzenia czegokolwiek, by ktoś naprawdę nie miał dowodów na to, że się "dało zjeść". Jeszcze bardziej zmniejszymy porcje, by udowodnić, że nie udajemy.
4. Nie komentuj wagi.
NIGDY, w żadnym wypadku! Zarówno przyrostu, jak i spadku. Rozumiem, że są sytuacje, w których trzeba się ważyć codziennie i waga ta jest kontrolowana dla bezpieczeństwa. Niech to wygląda w ten sposób: wejście na wagę, zanotowanie wagi, zejście z wagi.
Nic tak nie boli, jak słuchanie czyjegoś niezadowolenia z tego, że Ty tracisz na wadze. Właśnie to staje się przyczyną do oszukiwania, opijania się wodą i przysparza ogromnych wyrzutów sumienia. Wszystko po to, by nikogo nie zawieść.
Pojawia się jeszcze większe zagrożenie zdrowia i życia chorego, wyrzuty sumienia i ogromny lęk przed kolejnym stawaniem na przyrządzie, którego nienawidzimy. Będąc chorymi, boimy się zarówno wzrostu wagi, jak i jej spadku, każde 100g jest naprawdę znaczące.
W końcu dochodzi do tego, że czujemy, jak to właśnie nasza waga decyduje o naszej wartości jako człowieka. Czujemy się wręcz jak towar, który można zważyć i ocenić, a przecież wciąż jesteśmy ludźmi!
Nie komentuj też wagi swojej, czy innych osób, a szczególnie w sposób obraźliwy. Nigdy nie mów, że "ktoś przytył, zaniedbał się, zapuścił, itd.". Myślę, że ten punkt powinien dotyczyć każdego, niezależnie od otoczenia i sytuacji. Po prostu co, i kogo interesuje, wzrost wagi u innego człowieka, BMI, rozmiar i inne dziwne wskaźniki.
Może ktoś nagle zachorował, może po prostu chciał mieć kilka kilogramów więcej, może właśnie uwolnił się od ćwiczeniowego nałogu, a może wreszcie zaczął leczyć się z zaburzeń odżywiania? Nic, nikomu do tego.
Naprawdę, nie ma chyba rzeczy, która równie stresuje osoby chorujące- a przede wszystkim osoby, które są na etapie tzw. "recovery" (zdrowienia), jak to, że po odzyskaniu wagi, ktoś ich nie zaakceptuje. Boimy się komentarzy na temat naszej zmiany, codziennie stresujemy się, że nasza waga się nie zatrzyma, że ktoś powie, że przytyliśmy, boimy się nawet stwierdzenia, że "dobrze wyglądamy".
Wiem, że będąc zdrowym patrzy się na to z zupełnie innej perspektywy, ale będąc pogrążonym w chorobowym myśleniu, zrobi się wszystko, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której ktoś mógłby skomentować nasz wygląd w sposób negatywny.
5. Nie mów, że jesteś na diecie, lub że się odchudzasz.
Po prostu NIE. I nie ma znaczenia kim czy jesteś znajomą, siostrą, wujkiem, czy nauczycielką chorującego. Nieważne też z jakich powodów stosujesz jakąś dietę. Osoba chora zrobi wszystko, żeby mieć pewność, że przypadkiem nie będziesz lepszy/-a w ograniczaniu czegokolwiek i skończy się na tym, że najprawdopodobniej wyrzuci kolejną rzecz ze swojego jadłospisu lub dołoży dodatkowe ćwiczenia.
6. Daruj sobie komentowanie sposobu w jaki jedzą inne osoby, produktów i składów.
Uwierz mi, że i tak my- chorując, wiemy wszystko lepiej. Wiemy kto ile je, co je i jaką to ma kaloryczność. Nie potrzebujemy słuchać komentarzy: "Jak można jeść tak dużo?". Nie chcemy też słuchać o składnikach, zdrowym odżywianiu, jakości produktów i o tym, co jest tak bardzo niezdrowe, a co jeść należy. Zwracanie uwagi na nasz talerz też nie pomaga...Twoje słowa: "Jak można jeść tak mało?" sprawią, że następny raz weźmiemy jeszcze mniej, a w sklepie nie będziemy w stanie kupić już zupełnie nic.
7. Nie mów, że ćwiczysz.
To jest bardzo prosty mechanizm: Ty mówisz, że ćwiczysz...to ja zaczynam więcej. Wszystko, by tylko udowodnić, że nie mamy sobie równych w morderczym trenowaniu, w skrajnych warunkach. Prawdą jest, że anoreksja sprawia, iż naprawdę w tej dziedzinie nie mamy sobie równych. Ćwiczymy dopóki "nie padniemy", mamy nadludzką siłę i nie odczuwamy zmęczenia, które powstrzymałoby nas od trenowania. To jest ciągłe: "bardziej, dłużej i mocniej".
I jestem pewna, że w moim najgorszym stadium choroby, byłabym szybsza, bardziej wytrzymała niż przeciętny, zdrowy człowiek i byłabym w stanie zrobić normalne- godzinne cardio bez zmęczenia.
Komentarz "zaczynam robić formę", działa jak prowokacja. Po prostu powstrzymajcie się od mówienia tego w obecności chorującego lub kogoś kto zmaga się z uzależnieniem od ćwiczeń.
Na dziś to tyle, ponieważ ten post wyszedł zdecydowanie za długi, a tematu i tak nie wyczerpałam. :) Będę zadowolona, gdy choć jedno zdanie komuś, kiedykolwiek pomoże.
Oczywiście już szykuję post pt."Co mówić i jak wspierać."
Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze.
-Gabi
Dzisiejszy post będzie w formie lekkiego poradnika (nie planowałam tego na początku :)) o tym, czego nigdy nie polecam mówić przy osobie, która choruje na zaburzenia odżywiania, codziennie zmaga się z trudnościami choroby, albo za wszelką cenę stara się wyzdrowieć. Myślę, że są tutaj zawarte pewne wskazówki przede wszystkim dla ludzi w otoczeniu osoby chorej.
Chorując, bardzo chcemy i potrzebujemy rozmawiać, oczekujemy wsparcia i choć trochę wyrozumiałości. To nie jest tak, że nie można się w ogóle do chorego odzywać... po prostu są tematy, których najlepiej nie poruszać. Bardzo łatwo można wyrządzić krzywdę jakąś uwagą lub spowodować pogorszenie stanu i powstanie jeszcze większej "bariery".
Jeżeli nie chcesz wywołać prawdziwej wojny, a zależy Ci, żeby osoba chora Ci ufała i mówiła o problemach, samopoczuciu i o tym, co przeżywa to: nie oceniaj, nie komentuj, nie obwiniaj. Wysłuchaj i postaraj się choć trochę wczuć w sytuację osoby, która jest zupełnie zagubiona, "związana" i znika. Gdy przychodzi anoreksja najczęściej nie mamy pojęcia z jak silnym przeciwnikiem się mierzymy- zarówno chorujący, jak i jego bliskie osoby.
Leczenie i zmianę zachowań, zostawmy terapeutom, lekarzom i osobie chorej przede wszystkim. (Jeżeli chory nie chce się udać po pomoc, to zaproponuj, że pójdziesz razem z nim! Opieka lekarza i terapeuty jest NIEZBĘDNA.) Rozumiem, że bardzo trudno się pogodzić z takim stanem sytuacji, ale nic na siłę nie jesteś w stanie zrobić i żadnymi słowami nie przywrócisz zdrowia, a bardzo łatwo otworzysz kolejne drzwi dla choroby.
![]() |
| "Nie możesz uratować ludzi. Możesz ich jedynie kochać." |
1. Nie obwiniaj i nie krzycz!
Zaburzenia odżywiania, to nie jest wybór i nie jest niczyją winą, że zapada na jakąkolwiek chorobę. Może Ci się wydawać, że ktoś chory robi Ci na złość. Zapewniam, że tak nie jest i nie rozumiem takiego podejścia, ponieważ gdybym chciała kogoś zdenerwować, to raczej nie skończyłoby się to moimi pobytami w szpitalach, ale tej drugiej osoby...
Gdy widzisz, że osoba chora oszukuje, kłamie, nadmiernie kontroluje, to wiedz, że to nie "prawdziwa" ona. Jest w tym momencie coś silniejszego nad nią i niestety, ale w wielu momentach to właśnie nasilenie choroby.
I nie krzycz, proszę! Rodzi się wtedy jeszcze większy konflikt, w którym nie zyskuje nikt oprócz anoreksji.
2. "Czy Ty nie widzisz jak Ty wyglądasz? Do czego Ty się doprowadzasz? Ludzie się na Ciebie patrzą. W ogóle się nie starasz, żeby ratować sytuację. Weź się w garść."
Odpowiedź jest prosta: "Nie, nie widzę. A kiedy już zobaczę, to niestety, ale mimo najszczerszych chęci i niezadowolenia, nie jestem w stanie tego zmienić i zahamować spadku wagi." Sama pamiętam, gdy starałam się zmienić, odwrócić wszystko. Naprawdę, z całego serca przysięgałam sobie, że "zacznę od dzisiaj normalnie jeść". Zależało mi na tym, jak na niczym innym w życiu, ale jednak...nie potrafiłam.
Czułam, że zawodziłam siebie i wszystkich dookoła, a słysząc takie komentarze, potęgowało to tylko poczucie mojej bezradności, frustracji i szeroko-pojętej, beznadziei.
3. "Po prostu to zjedz, a nie udawaj."
To chyba denerwuje najbardziej i prowadzi do dużego pogorszenia sytuacji. Takie słowa powodują, że boimy się zjedzenia czegokolwiek, by ktoś naprawdę nie miał dowodów na to, że się "dało zjeść". Jeszcze bardziej zmniejszymy porcje, by udowodnić, że nie udajemy.
4. Nie komentuj wagi.
NIGDY, w żadnym wypadku! Zarówno przyrostu, jak i spadku. Rozumiem, że są sytuacje, w których trzeba się ważyć codziennie i waga ta jest kontrolowana dla bezpieczeństwa. Niech to wygląda w ten sposób: wejście na wagę, zanotowanie wagi, zejście z wagi.
Nic tak nie boli, jak słuchanie czyjegoś niezadowolenia z tego, że Ty tracisz na wadze. Właśnie to staje się przyczyną do oszukiwania, opijania się wodą i przysparza ogromnych wyrzutów sumienia. Wszystko po to, by nikogo nie zawieść.
Pojawia się jeszcze większe zagrożenie zdrowia i życia chorego, wyrzuty sumienia i ogromny lęk przed kolejnym stawaniem na przyrządzie, którego nienawidzimy. Będąc chorymi, boimy się zarówno wzrostu wagi, jak i jej spadku, każde 100g jest naprawdę znaczące.
W końcu dochodzi do tego, że czujemy, jak to właśnie nasza waga decyduje o naszej wartości jako człowieka. Czujemy się wręcz jak towar, który można zważyć i ocenić, a przecież wciąż jesteśmy ludźmi!
Nie komentuj też wagi swojej, czy innych osób, a szczególnie w sposób obraźliwy. Nigdy nie mów, że "ktoś przytył, zaniedbał się, zapuścił, itd.". Myślę, że ten punkt powinien dotyczyć każdego, niezależnie od otoczenia i sytuacji. Po prostu co, i kogo interesuje, wzrost wagi u innego człowieka, BMI, rozmiar i inne dziwne wskaźniki.
Może ktoś nagle zachorował, może po prostu chciał mieć kilka kilogramów więcej, może właśnie uwolnił się od ćwiczeniowego nałogu, a może wreszcie zaczął leczyć się z zaburzeń odżywiania? Nic, nikomu do tego.
Naprawdę, nie ma chyba rzeczy, która równie stresuje osoby chorujące- a przede wszystkim osoby, które są na etapie tzw. "recovery" (zdrowienia), jak to, że po odzyskaniu wagi, ktoś ich nie zaakceptuje. Boimy się komentarzy na temat naszej zmiany, codziennie stresujemy się, że nasza waga się nie zatrzyma, że ktoś powie, że przytyliśmy, boimy się nawet stwierdzenia, że "dobrze wyglądamy".
Wiem, że będąc zdrowym patrzy się na to z zupełnie innej perspektywy, ale będąc pogrążonym w chorobowym myśleniu, zrobi się wszystko, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której ktoś mógłby skomentować nasz wygląd w sposób negatywny.
![]() |
| "Jesteś ważniejszy, niż te cyferki." |
5. Nie mów, że jesteś na diecie, lub że się odchudzasz.
Po prostu NIE. I nie ma znaczenia kim czy jesteś znajomą, siostrą, wujkiem, czy nauczycielką chorującego. Nieważne też z jakich powodów stosujesz jakąś dietę. Osoba chora zrobi wszystko, żeby mieć pewność, że przypadkiem nie będziesz lepszy/-a w ograniczaniu czegokolwiek i skończy się na tym, że najprawdopodobniej wyrzuci kolejną rzecz ze swojego jadłospisu lub dołoży dodatkowe ćwiczenia.
![]() |
| "Nie dbam o Twoją dietę." |
Uwierz mi, że i tak my- chorując, wiemy wszystko lepiej. Wiemy kto ile je, co je i jaką to ma kaloryczność. Nie potrzebujemy słuchać komentarzy: "Jak można jeść tak dużo?". Nie chcemy też słuchać o składnikach, zdrowym odżywianiu, jakości produktów i o tym, co jest tak bardzo niezdrowe, a co jeść należy. Zwracanie uwagi na nasz talerz też nie pomaga...Twoje słowa: "Jak można jeść tak mało?" sprawią, że następny raz weźmiemy jeszcze mniej, a w sklepie nie będziemy w stanie kupić już zupełnie nic.
7. Nie mów, że ćwiczysz.
To jest bardzo prosty mechanizm: Ty mówisz, że ćwiczysz...to ja zaczynam więcej. Wszystko, by tylko udowodnić, że nie mamy sobie równych w morderczym trenowaniu, w skrajnych warunkach. Prawdą jest, że anoreksja sprawia, iż naprawdę w tej dziedzinie nie mamy sobie równych. Ćwiczymy dopóki "nie padniemy", mamy nadludzką siłę i nie odczuwamy zmęczenia, które powstrzymałoby nas od trenowania. To jest ciągłe: "bardziej, dłużej i mocniej".
I jestem pewna, że w moim najgorszym stadium choroby, byłabym szybsza, bardziej wytrzymała niż przeciętny, zdrowy człowiek i byłabym w stanie zrobić normalne- godzinne cardio bez zmęczenia.
Komentarz "zaczynam robić formę", działa jak prowokacja. Po prostu powstrzymajcie się od mówienia tego w obecności chorującego lub kogoś kto zmaga się z uzależnieniem od ćwiczeń.
Na dziś to tyle, ponieważ ten post wyszedł zdecydowanie za długi, a tematu i tak nie wyczerpałam. :) Będę zadowolona, gdy choć jedno zdanie komuś, kiedykolwiek pomoże.
Oczywiście już szykuję post pt."Co mówić i jak wspierać."
Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze.
-Gabi



Komentarze
Prześlij komentarz