Co przynosi choroba

Cześć Kochani!
Dzisiejszy post będzie takim trochę cofnięciem się w czasie. Chciałabym w nim zawrzeć kilka rzeczy, które mają miejsce, gdy już "oficjalnie" chorujemy. Oprócz objawów fizycznych, chodzi mi też o przebieg życia i jak zmienia się ono w poważnym stadium anoreksji. Najczęściej przestajemy funkcjonować i spędzamy w domu, (lub w szpitalu) całe dnie, czekając aż w życiu cokolwiek się wydarzy. Nie jest istotne co to będzie- po prostu w chorobie "dzieje się dużo niczego", dlatego nawet wyjście na pobranie krwi staje się wybawieniem z chorobowej codzienności.
Chorując na anoreksję, przestajemy być uczestnikami własnego życia- pamiętam jak sama odnosiłam wrażenie, że "moje życie mnie nie potrzebuje"- ono po prostu gdzieś tam upływało, wraz z czasem, a ja patrzyłam na to wszystko z boku. Post mało pozytywny, ale zdecydowanie prawdziwy.


1. Złe samopoczucie...
Nieważne, czy fizyczne, czy psychiczne- jest po prostu źle. Nieustające, przeszywające zimno, wypadające włosy, blada, sucha skóra, niskie ciśnienie i pozapadane kości. Ciągłe zmęczenie, rozdrażnienie, trudność z wykonywaniem codziennych czynności. Nie da się czytać, nie da się pisać, a słowa się jakby "obijają"- mało co tak naprawdę dociera i nic nie cieszy. Z głodu trudno jest spać, budzić się, ubrać, pomalować, czy wyjść. Jest po prostu bardzo źle, a w sferze psychicznej jest jeszcze gorzej. Smutek, lęk, pustka i bezsilność. Osoba chora jest w tym wszystkim sama, bo nikt inny nie widzi, nie czuje i nie rozumie tego, co chwilowo ma miejsce w głowie wypełnionej chorobą. 

2. Kalendarz wizyt.
W pewnym momencie, nasze życie zmienia się w maraton wizyt lekarskich. Często wyczekujemy na nie z ekscytacją, bo są tak naprawdę jedynym powodem, dla którego wychodzimy z domu. Po za nimi nie ma już nic- choroba spowodowała, że nie ma znajomych, uczelni, szkoły, czy pracy. Wędrujemy od jednego gabinetu, do kolejnego, a każdy specjalista rozkłada ręce i odsyła do kogoś innego... Wenflony, pokłute ręce, pobieranie krwi, kroplówki to dla nas nic nieznacząca rutyna. Co chwilę słyszymy groźby i ostrzeżenia, ale już przywykłyśmy do słuchania, "że serce może się zatrzymać w każdej chwili, że jak nic nie zjemy, to możemy upaść i nigdy więcej się nie obudzić". Nie robi to na nas wrażenia. Gdy jest się mocno zagubionym w chorobie, takie argumenty zupełnie nie przekonują i nie przerażają. Słuchanie czegoś takiego jest na pewno mniej stresujące, niż zjedzenie czegokolwiek.

3. Rodzina też choruje.
Chodzi mi o to, że najczęściej życie rodziny staje się dramatycznie trudne. Nasi bliscy albo chcą pomóc i nie wiedzą jak, albo obwiniają nas za "kaprysy i wymyślanie". Każda z tych opcji wiąże się z nieustającymi kłótniami, krzykami i rozpadem więzi. Nie ma mowy o wspólnym posiłku, wyjściu, czy spędzania czasu razem. Dni zaczynają się i kończą krzykami i wybuchami awantur, a cierpliwość każdego jest testowana do granic możliwości. Czasami frustracja sięga już takiego poziomu, że pojawia się trzaskanie drzwiami, szafkami, rzucanie jakimiś przedmiotami, czy jeszcze inne formy agresji. Jest to bardzo trudne- osoba chora ma wyrzuty sumienia, bo czuje się winna za całą sytuację, a osoby w otoczeniu odchodzą od zmysłów, by tamta cokolwiek zjadła... (Jak już pisałam w innym poście- nie nakarmicie siłą osoby chorej.)

4. Nuda.
Po prostu- jest nudno. Nie ma w życiu nic po za chorobą, a każdy dzień to tkwienie w domu lub szpitalu. Czasami z nudów można sprzątać, a wyjście ze śmieciami to już ogromna przygoda. Filmy w pewnym momencie zaczynają się nudzić, a i tak nie skupiamy na nich uwagi, bo mózg jest w innym świecie. Książek nie da się czytać, ponieważ to też wymaga wysiłku ze strony umysłu. Ogólnie rzecz biorąc- wstajemy, po to by przeczekać dzień i znowu się położyć.

5. Szukanie rozwiązania.
Czasami dochodzimy do punktu, w którym oddałybyśmy wszystko, by wyzdrowieć (lub umrzeć). Chcemy się uwolnić, poszukujemy rozwiązania- czegokolwiek, co oddali nas od choroby. I tutaj niestety- zderzamy się z brakiem skutecznej pomocy ze strony służby zdrowia. Nie ma miejsca na oddziałach specjalistycznych i przy naszym BMI (zagrażającym życiu), słyszymy, że musimy czekać w kolejce 4 miesiące (!!!), lub odzyskać trochę wagi, by w ogóle "stanąć w kolejce" na oddział. Na zwykłą psychiatrię nikt nas nie chce przyjąć, ponieważ stan somatyczny jest za ciężki, natomiast na oddziale internistycznym dostaniemy "jedzenie w nos lub w żyłę". I oczywiście chwilowo nas to poratuje, ale na dłuższą metę, nie wyleczy. (Poświęcę kiedyś osobny temat na leczenie w Polsce.)  Gdy zawodzi służba zdrowia, szukamy w internecie, w filmach, w TV, wszystkiego co mogłoby pomóc, jednak zazwyczaj i tak kończy się to klęską. Jesteśmy w stanie spróbować każdej metody...po tą, która wymagałby samodzielnego jedzenia.

6. Wegetacja.
Nie czujemy tak naprawdę, czy my w ogóle jeszcze żyjemy. Nie rozpoznajemy siebie, nie pamiętamy co oznacza żyć, nie pamiętamy jakie byłyśmy przed chorobą. Czasami refleksyjnie, zastanawiamy się jak do tego doszło, że jesteśmy w takiej sytuacji. Odpowiedź rzadko się niestety pojawia. Wyczuwamy, że nasze otoczenie jest już nami wymęczone- my same jesteśmy wykończone i czujemy jakiś swój nadchodzący koniec. Czasami nie jemy już nawet dlatego, że zupełnie nie chcemy i nie mamy pojęcia jak żyć.Czas biegnie, a my najczęściej godzimy się na zwyczajne "będzie, co będzie". Czujemy związane ręce, gardło i tak czekamy aż cokolwiek się wydarzy.

Jak już kiedyś tutaj pisałam- wychodzenie z anoreksji jest najtrudniejszą rzeczą, z jaką do tej pory przyszło mi się mierzyć, jednak dzielenie życia z chorobą- a właściwie jego oddawanie w jej ręce, jest zdecydowanie gorsze. Wolę kłaść się spać w swoim łóżku, niż w szpitalnym, wolę ze łzami w oczach zmuszać się sama do jedzenia (czasami wciąż tak bywa), niż dostawać jedzenie "w nos, lub w żyłę", wolę zasypiać zmęczona po dniu na uczelni, niż nie móc zasnąć z powodu głodu, wolę się zmagać z moją codziennością, niż od tak, bez walki oddać wszystko chorobie, która nie daje nic zamian.

Trzymajcie się ciepło! ❤
                                                                                                                         -Gabi 😊

Komentarze