Nauka, nauka, nauka.
Cześć Kochani!💗
Dziś będzie post o trochę innej tematyce, bo chciałabym się chwilę pochylić nad tym, co "dało mi" chorowanie. Choć trudno to do siebie dopuścić, to istnieją dobre rzeczy, których można się nauczyć podczas chorowania i zdrowienia. Dostałam pewną lekcję, która przede wszystkim zmieniła mnie samą i sposób w jaki postrzegam drugiego człowieka i niektóre sprawy.
Takie "przechorowanie" i przeleżenie w szpitalach 6 miesięcy, nauczyło mnie:
1. Pokory.
Do tej pory pamiętam, że czułam się jakbym odnosiła największą porażkę swojego życia, gdy sama poprosiłam rodziców, żeby zawieźli mnie na oddział wewnętrzny. Byłam tak bardzo zacięta w swojej chorobie, nie umiałam przestać, nie chciałam widzieć problemu i czułam się wyjątkowa, bo umiałam zapanować nad głodem. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że bycie wygłodzonym, wcale nie równa się z byciem lepszym i ponad innymi. Musiałam się przyznać, że jestem słaba, że potrzebuję pomocy, że sama sobie nie dam rady...i, że nie kontroluję wszystkiego. Oczywiście najtrudniej było mi to przyznać przed samą sobą.
2. Nieprzejmowania się tym, co mówią inni.
Chodzi mi tutaj przede wszystkim o kwestie dotyczące wyglądu. Nieważne, czy ktoś waży 80kg, 50kg, czy 30kg...zawsze spotka się z niezadowoleniem. Gdy ważyłam 35kg, słyszałam czasami jakieś "anorektyczka, kościotrup, etc.", przechodząc obok tych samych ludzi, ale ważąc 70kg, prawdopodobnie usłyszałabym jakieś "powinna zacząć się odchudzać". Oczywiście, mając BMI 13, na pewno wyglądałam mocno "nietypowo", ale nie daje to nikomu prawa do komentowania mojego wyglądu w obraźliwy sposób. Niestety prawdą jest, że "ludzie gadać będą zawsze", po pewnym czasie stwierdziłam, że nie jest w moim interesie, spełnianie cudzych kryteriów...i to w żadnej kategorii.
3. Zrozumienia, że ludzie chorują...
Dostrzegłam, że choroby psychiczne istnieją i sama musiałam zachorować, żeby uwierzyć, że to nie "udawanie". Trudno to zrozumieć ludziom zdrowym, ale rzeczywistość jaką przeżywa, czuje chory, jest dla niego w 100% prawdziwa. On nie wie, że tak naprawdę to co mówi, czuje czy robi jest sprzeczne z realnym, zdrowym stanem rzeczy. Osoba chora często nie ma świadomości swojego zaburzenia- ona patrzy na to samo co reszta, ale jako jedyna widzi to w inny (choć dla niej normalny) sposób. Każdemu się wydaje, że "to inni chorują"...mi też się tak wydawało. Choroby nie są słabością, karą, czy piętnem. Zarówno choroba somatyczna, jak i psychiczna są uzewnętrznieniem tego, co złego dzieje się "w środku", z czym organizm sobie nie radzi.
5. Że są w życiu ludzie, którzy nigdy nie zawodzą i Ci drudzy...
Dziś będzie post o trochę innej tematyce, bo chciałabym się chwilę pochylić nad tym, co "dało mi" chorowanie. Choć trudno to do siebie dopuścić, to istnieją dobre rzeczy, których można się nauczyć podczas chorowania i zdrowienia. Dostałam pewną lekcję, która przede wszystkim zmieniła mnie samą i sposób w jaki postrzegam drugiego człowieka i niektóre sprawy.
Takie "przechorowanie" i przeleżenie w szpitalach 6 miesięcy, nauczyło mnie:
1. Pokory.
Do tej pory pamiętam, że czułam się jakbym odnosiła największą porażkę swojego życia, gdy sama poprosiłam rodziców, żeby zawieźli mnie na oddział wewnętrzny. Byłam tak bardzo zacięta w swojej chorobie, nie umiałam przestać, nie chciałam widzieć problemu i czułam się wyjątkowa, bo umiałam zapanować nad głodem. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że bycie wygłodzonym, wcale nie równa się z byciem lepszym i ponad innymi. Musiałam się przyznać, że jestem słaba, że potrzebuję pomocy, że sama sobie nie dam rady...i, że nie kontroluję wszystkiego. Oczywiście najtrudniej było mi to przyznać przed samą sobą.
2. Nieprzejmowania się tym, co mówią inni.
Chodzi mi tutaj przede wszystkim o kwestie dotyczące wyglądu. Nieważne, czy ktoś waży 80kg, 50kg, czy 30kg...zawsze spotka się z niezadowoleniem. Gdy ważyłam 35kg, słyszałam czasami jakieś "anorektyczka, kościotrup, etc.", przechodząc obok tych samych ludzi, ale ważąc 70kg, prawdopodobnie usłyszałabym jakieś "powinna zacząć się odchudzać". Oczywiście, mając BMI 13, na pewno wyglądałam mocno "nietypowo", ale nie daje to nikomu prawa do komentowania mojego wyglądu w obraźliwy sposób. Niestety prawdą jest, że "ludzie gadać będą zawsze", po pewnym czasie stwierdziłam, że nie jest w moim interesie, spełnianie cudzych kryteriów...i to w żadnej kategorii.
3. Zrozumienia, że ludzie chorują...
Dostrzegłam, że choroby psychiczne istnieją i sama musiałam zachorować, żeby uwierzyć, że to nie "udawanie". Trudno to zrozumieć ludziom zdrowym, ale rzeczywistość jaką przeżywa, czuje chory, jest dla niego w 100% prawdziwa. On nie wie, że tak naprawdę to co mówi, czuje czy robi jest sprzeczne z realnym, zdrowym stanem rzeczy. Osoba chora często nie ma świadomości swojego zaburzenia- ona patrzy na to samo co reszta, ale jako jedyna widzi to w inny (choć dla niej normalny) sposób. Każdemu się wydaje, że "to inni chorują"...mi też się tak wydawało. Choroby nie są słabością, karą, czy piętnem. Zarówno choroba somatyczna, jak i psychiczna są uzewnętrznieniem tego, co złego dzieje się "w środku", z czym organizm sobie nie radzi.
4. Że szpital psychiatryczny nie wygląda jak w horrorach.
Ja też na początku myślałam, że spotkam się z krzyczącymi ludźmi pozamykanymi za stalowymi drzwiami, którzy mają potargane włosy i białe piżamy. Ewentualnie z tymi siedzącymi w kaftanach, z groźnym, pełnym wściekłości spojrzeniem. (Do pełnej atmosfery z filmu brakuje jeszcze muzyki wywołującej dreszcze i migoczących na korytarzu świetlówek. 😄). Nie, nie i nie! Szpital psychiatryczny jest bardzo specyficznym i nietypowym miejscem, ale nie ma nic wspólnego z tym, w co każą nam wierzyć niektóre filmy! Zazwyczaj jest spokojnie, i wszystko toczy się tak samo, jak na innych oddziałach. Jasne, że trzeba brać pod uwagę, że są tam ludzie chorzy, z różnymi zaburzeniami i teoretycznie nigdy nie wiadomo, czego można się spodziewać... jednak bardzo rzadko zdarzają się jakieś nadzwyczajne sytuacje, wymagające większej interwencji. Ja będąc tam 4 miesiące, na pewno nie mogę powiedzieć, że czułam jakieś niebezpieczeństwo, czy wiszącą w powietrzy atmosferę horroru.
![]() |
| Nie. To tak nie wygląda w rzeczywistości. 😃 |
W trakcie choroby byli ze mną ludzie, którzy wykazali się niesamowitą cierpliwością, siłą, wytrwałością, zaangażowaniem, miłością, wsparciem, CIEPŁEM. Mimo moich wybuchów złości czy histerii, na nich zawsze mogłam liczyć- dawali z siebie tyle ile mogli (a chyba nawet więcej!). Dbali o mnie codziennie, odwiedzali gdy tylko się dało, siedzieli przy szpitalnym łóżku, dzwonili, słuchali moich żali i rozmawiali ze mną bez żadnych pretensji, wyrzutów i nadmiernej litości.
Byli też tacy, którzy teoretycznie być powinni...ale ich nie było. Bali się, zniknęli, gdy moja sytuacja stawała się coraz trudniejsza i bardziej skomplikowana. Uciekli, bo nie chcieli usłyszeć tego co się dzieje, bali się, że sami tego nie zniosą.
6. Że jestem bardziej uparta niż sądziłam.
Byli też tacy, którzy teoretycznie być powinni...ale ich nie było. Bali się, zniknęli, gdy moja sytuacja stawała się coraz trudniejsza i bardziej skomplikowana. Uciekli, bo nie chcieli usłyszeć tego co się dzieje, bali się, że sami tego nie zniosą.
6. Że jestem bardziej uparta niż sądziłam.
Okazało się, że jestem w stanie zawzięcie się głodzić i potrafię też tak samo mocno spiąć się i jeść. Uparłam się, że nie zjem słodyczy i nawet leki uspokajające mnie do tego nie zmusiły, chciałam się wypisać na żądanie od razu, po 2 tygodniach pobytu w szpitalu... (nie udało się). Zostałam, wiedząc że muszę przytyć 18kg, stwierdziłam, że "dobra, może się uda". Było to dla mnie niewyobrażalne, najbardziej stresujące wyzwanie życia. Postanowiłam, że choćbym miała tam spędzić kolejny rok, to chcę skończyć ten kontrakt...I skończyłam.
7. Żeby nie oceniać.
Ludzie reagują i mówią w jakiś sposób, mają konkretne zachowania, które zawsze z czegoś wynikają. I nawet jeżeli mi się to nie podoba...to nic. Ktoś po prostu postrzega coś inaczej niż ja, ale to nie znaczy, że jego sposób jest zły. Rozmawiając z kimś, nie mamy pojęcia, co taka osoba ,,niesie" za sobą i ze sobą. Uważam, że ludzie powinni mieć swobodę i przestrzeń w byciu takimi, jakimi są, nie czując, że ktoś ich przez to traktuje z pogardą. I nie ma sensu "wsadzanie ludzi" w jakieś swoje ramki, mając nadzieję, że się w nie wpasują. Takie "nieocenianie" sprawia, że ja sama jestem jakaś...spokojniejsza.
Ludzie reagują i mówią w jakiś sposób, mają konkretne zachowania, które zawsze z czegoś wynikają. I nawet jeżeli mi się to nie podoba...to nic. Ktoś po prostu postrzega coś inaczej niż ja, ale to nie znaczy, że jego sposób jest zły. Rozmawiając z kimś, nie mamy pojęcia, co taka osoba ,,niesie" za sobą i ze sobą. Uważam, że ludzie powinni mieć swobodę i przestrzeń w byciu takimi, jakimi są, nie czując, że ktoś ich przez to traktuje z pogardą. I nie ma sensu "wsadzanie ludzi" w jakieś swoje ramki, mając nadzieję, że się w nie wpasują. Takie "nieocenianie" sprawia, że ja sama jestem jakaś...spokojniejsza.
Miało być krótko, a wyszło jak zawsze...mam nadzieję, że sama się w tym nie pogubiłam i jest to jakieś logiczne, sensowne i zrozumiałe. 😉Trzymajcie się ciepło!
(I trzymajcie za mnie kciuki, bo zaczynam praktyki! 😎)
-Gabi




Komentarze
Prześlij komentarz