Jak przetrwać odzyskiwanie wagi?

Cześć Kochani!
Potrzebowałam trochę przerwy od bloga. Zajęć było sporo, sesja egzaminacyjna za mną. Nie miałam też "weny", żeby cokolwiek napisać, a nie lubię robić rzeczy "na siłę". 😊

Dzisiejszy post będzie o tym, jak poradzić sobie z tym "strasznym" momentem, o którym non stop myślimy, gdy tylko wsadzimy kęs jedzenia do buzi... Chodzi mi o odzyskiwanie wagi.
Każdy, kto podchodzi na poważnie do leczenia musi pogodzić się z tym, że nie ma innej drogi w walce z anoreksją, niż poprzez ODZYSKIWANIE WAGI i terapię. Trzeba zaakceptować fakt, że już więcej nasze spodnie XXXS nie będą pasować, kości nie będą widoczne, a nasze ciało po prostu będzie wyglądać inaczej- niekoniecznie tak, jak przed chorobą i niekoniecznie tak, jak fit-modelki.
Każdy się boi...Czego? Tego, że to organizm będzie decydował ile dodatkowych kg potrzebuje, żeby funkcjonować jak najlepiej, gdzie najbardziej potrzebne mu są mięśnie, a gdzie tkanka tłuszczowa i w jaki sposób od nowa rozmieścić przybraną masę. Znowu trzeba się zmierzyć z pozostawieniem kontroli, czyli czymś, co w chorobie budzi największy lęk. 

Jak sobie to ułatwić?
1. Kup nowe ubrania, wyrzuć stare.
Przyznaję, że sama zawodzę na tym polu. Do tej pory trzymam w szafie ubrania, które gdy tylko założę, to od razu muszę zdejmować, bo zatrzymują mi krążenie. 😃Po co mi one? Nie wiem. Są o 3 rozmiary za małe i dobrze wiem, że już nie pasują. Ciągle popełniam ten błąd, a próba takiego "wciskania się" w jeansy, od razu przekreśla cały mój dzień. 

2. Nie sugeruj się rozmiarem.
Nie patrz na metkę, tylko dokładnie przyglądaj się ubraniom. Nie rozumiem dlaczego jest tak, że w niektórych sklepach pasuje na mnie rozmiar 36, a w innych 40. (I muszę tutaj napisać, że choć bardzo podobają mi się ubrania z ZARY, to właśnie jest sklep, w którym rozmiarówka jest najbardziej zaniżona!). Zamiast przez pryzmat metki, oceniaj wszystko bardziej wizualnie: Wygląda na malutkie? Odłóż, nie mierz. Wygląda w porządku? Bierz do przymierzalni. I nie kupuj za małych ubrań, bo "może schudnę". N I E.


3. Przestań mówić ciału, jak ma wyglądać, a zamiast tego....
…skup się na tym, co ono dla Ciebie robi! Twoje serce pracuje (i nie masz już bradykardii, jak to bywało przy wygłodzeniu), nie marzniesz w temperaturze 30 stopni C., możesz oddychać, możesz dobiec kilka metrów na przystanek, nie męcząc się jak przy maratonie, możesz wychodzić w różne miejsca, nie bojąc się, że każda najmniejsza infekcja może Cię zabić, możesz myśleć, skupić się, rozczesać włosy, bez wyrwania przy tym połowy z nich, możesz zasypiać spokojnie, bo nic Ci już nie grozi...


4. Nie bój się patrzeć w lutro i powiedz "ok".
To jest bardzo trudne. Przez chorobę boimy się i często nienawidzimy swojego odbicia. Nigdy nie wiadomo, czy tym razem zobaczę w lustrze siebie, czy zupełnie zniekształcony obraz, który w danej chwili jest tym prawdziwym. Ale patrzenie w lustro pomaga, bo w końcu to jesteśmy MY. Nie chodzi o to, żeby oceniać, mierzyć, porównywać...chodzi o to, żeby umieć spojrzeć na to odbicie i powiedzieć sobie, że wyglądam "ok". Nie musi to być "wyglądam super, przepięknie, bajecznie", bo nie oszukujmy się- mało kto jest w stanie tak się czuć i to jeszcze po takich przejściach. Powiedzenie sobie "ok", jest po prostu zaakceptowaniem i ruszeniem dalej z życiem. Widzę, że mam dzisiaj grubsze udo niż wczoraj- "ok", Widzę, że dzisiaj mam jakąś bardziej spuchniętą kostkę- "ok", Moje włosy dzisiaj wyglądają lepiej, niż wczoraj- "ok". To wymaga sporo pracy, ale rozwiązania są dwa: albo mówimy "ok" i zajmujemy się ważniejszymi rzeczami, albo rozpaczamy nad rzeczą, której i tak nie zmienimy i oddajemy kolejne punkty anoreksji.

5. Nie porównuj się.
Musisz uwierzyć, że niestety, ale to co jest w gazetach jest po Photoshopie, a aktorki do filmów czasami ćwiczą po 5h dziennie. Ilu ludzi, tyle różnych kształtów, ciał i kolorów i nie ma sensu tego porównywać. (To tak, jakby porównywać kwiatki- to, że jeden jest wyższy od innego, to nie znaczy, że ten niższy, z inną łodygą, od razu jest spisany na straty.) Zadaj sobie pytanie, czy warto gonić za standardami, które i tak za chwilę się zmienią...Nie polecam też porównywać się do tego, jak wyglądało się przed chorobą.
Cud, że organizm w ogóle to przetrwał, więc pozwólmy mu skupić się na odzyskiwaniu zdrowia, bo to dla niego większy priorytet, niż obecnie obowiązujące kanony urody. 

6. Cyferki Cię nie interesują, a poszukaj czegoś ciekawszego.
Waga jest istotna, tylko gdy Twoje BMI wciąż jeszcze nie mieści się w granicach "normy". Później pozwól komuś zaufanemu sprawdzać czy nie tracisz kg, ale Ty sam nie interesuj się, ile wskazuje wyświetlacz wagi. Bo po co...? Waga nie jest odzwierciedleniem tego, jak wygląda ciało. (Dodam tylko, że mięśnie ważą więcej niż tkanka tłuszczowa 😅).
I najnajnajważniejsze: waga nie świadczy o wartości człowieka.

7. Nie tłumacz się.
Odzyskiwanie wagi nie jest wstydem. Nie powinno być też powodem do komentarzy innych osób, ale niestety zdarza się...Ludzie będą myśleć/mówić, co będą chcieli i na to wpływu nie mamy. Jedni bezmyślnie rzucą, że "przeszłam ze skrajności w skrajność" (tak, tak...usłyszałam to), inni powiedzą, że "wyglądasz na zadowoloną, dobrze, że dzielnie walczysz z chorobą".
Bywa różnie i nie da się przed tym uchronić. Cokolwiek usłyszymy, to nie ma potrzeby i obowiązku tłumaczenia komuś, że "ważyłam XX kg, a teraz ważę XY kg". To jest Twoje zdrowie, Twoje ciało, Twoja sprawa. Nikogo innego. 

                      
Pomysł na wpis pojawił się dzisiaj: najpierw próbowałam założyć krótkie spodenki z poprzedniego lata, a następnie na zakupach za każdym razem wchodziłam do przymierzalni z niepokojem. Po co mi to wszystko, jeżeli da się inaczej...? 
Nigdy nie powiem, że jest łatwo. Funkcjonowanie z głosem choroby w głowie jest bardzo męczące, ale wiem, że nie oddam chorobie kolejnego lata. 
Trzymajcie się! 😊


                                                                                                                                                       -Gabi

Komentarze

  1. Hej :)
    Podesłała mi Twojego bloga koleżanka i muszę powiedzieć, że bardzo się z tego powodu cieszę. Masz 7 punktów wypisanych i z wszystkimi się zgadzam, ale bardzo ciężko je wprowadzić w życie. Ta choroba nie znika, ona jest przez cały czas i myślałam, że już jest ze mną dobrze to znowu podwinęła mi się noga. U mnie przejawia się poprzez stany lękowe i "perfekcjonizm". Jeśli chodzi o 1. to tak już zrobiłam, zostawiłam tylko 2 sukienki do których mam sentyment, chociaż nie wiem czy nie lepiej też je oddać. 2. już od dawna wprowadziłam w życie i może czasami się stresuję w sklepie, ale potem sobie uświadamiam, że i tak jestem szczupła i to, że mam nosić M czy L nie oznacza, że jestem gruba. 3. akceptuję siebie jaka teraz jestem, ale mam problem z zasypianiem. 4. i tu mam problem, od kiedy pamiętam nie potrafię spojrzeć na siebie w lustrze nawet z zwykłym OK. Nawet jeśli patrzę w lustro podczas malowania to nie patrzę na siebie tylko skupiam uwagę np na malowaniu ust. 5.u mnie nie występowała, bo nie po to się głodziłam. Chciałam być szczupła, ale zawsze taka byłam i o tym wiedziałam, nie dlatego popadłam w anoreksję. 6. cyferki są teraz dla mnie ważne i waga jest sprawdzana dla mnie przez innych. Wiem, że nie idzie mi zbyt idealnie z powrotem do zdrowia, ale staram się jak mogę. 7. to mnie najbardziej stresuje, że mam się tłumaczyć dlaczego się zmieniłam. Wiem, że niektóre osoby popadły w anoreksję tylko dlatego, że chciały wyglądać jak ja, żeby nosić rozmiar 32, a teraz noszę 36/38 i widzę te oceny w ich oczach. To nie jest zdrowe żyć w taki sposób, ważyć 49 kg przy wzroście 173 cm. Teraz ważę 57 i jestem z siebie dumna. Dużo jeszcze walki przede mną, ale małymi kroczkami wszystko się uda. Nigdy nie będę zdrowa, ale świadomość tego, że ma się problem to już duży postęp, a właściwie uświadomienie sobie tego samemu sobie.
    Dzięki za ten wpis.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :) Bardzo się cieszę, że znalazłaś tutaj coś dla siebie! :)
      Zgadzam się z tym co napisałaś- zarówno z tym, że trudno jest wprowadzać takie zmiany w życie, jak i z tym, że choroba "nie znika". Anoreksja nie znika, ale zdecydowanie "traci na sile", przy każdym naszym działaniu, podejmowanemu wbrew jej chorym zasadom.
      To, że "podwinęła Ci się noga", świadczy o tym, że próbujesz coś zmienić. I wiem, że to wszystko jest wykańczające, ale pamiętaj o tym, co sama napisałaś- małymi kroczkami wszystko się uda. :)
      Nie zastanawiaj się, czy kiedyś będziesz w stanie powiedzieć: "jestem zdrowa", ale przypominaj sobie codziennie, jak dużo rzeczy już udało Ci się zmienić- z tego co napisałaś, wygląda, że duuuużo już wygrałaś. :)
      Pozdrawiam. ;)

      Usuń

Prześlij komentarz