Prawda...
Przyszedł czas na kolejny wpis po dłuższej przerwie. Powód przerwy? Tradycyjnie- sesja egzaminacyjna. Jestem świeżo po egzaminach, choć jeszcze to do mnie nie dociera.
I jestem też bardzo zmęczona, niewyspana i czuję się jakby ostatnie tygodnie zupełnie odcięły mnie od otaczającego świata. Teraz, powoli wypada wracać do rzeczywistości, zrobić tutaj małą aktualizację i napisać trochę (gorzkiej) prawdy…
I jestem też bardzo zmęczona, niewyspana i czuję się jakby ostatnie tygodnie zupełnie odcięły mnie od otaczającego świata. Teraz, powoli wypada wracać do rzeczywistości, zrobić tutaj małą aktualizację i napisać trochę (gorzkiej) prawdy…
Od jakiegoś czasu nie było dobrze. Od kilku tygodni miałam zdecydowanie za dużo stresu, za dużo presji, za dużo nauki, za dużo obowiązków, za dużo wymagań, za dużo wysiłku. Wiązał się z tym ogromny deficyt czasu, deficyt snu (3h na dobę nie brzmi dobrze!), deficyt odpoczynku i… znany mi już od lat- deficyt jedzenia. Dużo rzeczy pozbierało się w nieodpowiednim czasie, a ja czułam jak powoli wszystko znowu mnie przerasta i jak zaczynam funkcjonować w trybie „ledwo- żywym”. Nie mając siły i czasu na jakieś większe zmiany, kierowałam się myśleniem, „że w ostateczności coś mi się najwyżej stanie”…i tyle.
I naiwnie się zastanawiam: „co zrobiłam źle?”, że znowu siedzę wpatrzona w talerz, mówiąc sobie, że przecież „muszę to zjeść”. Chodzę po sklepie jak błądzący w ciemności i „nic z tego mi nie pasuje”. Każdy posiłek muszę wcześniej zaplanować, bo inaczej po prostu go pominę- ,,bo nie mam czasu”. Mam skurczony żołądek i wszystkiego jest dla mnie „za dużo”. Ratuję się warzywami, owocami…bo inaczej, zostaje mi „nic”. Po raz kolejny, zmuszona przez sytuację do stawania na wadze, czuję dwie sprzeczności: lęk- bo nie chcę przecież znowu tego przechodzić i chorą satysfakcję- „bo tracę”.
Nie chcę siać paniki. Nie jest bardzo źle, nie jest dramatycznie i bywało znacznie gorzej…W pewien sposób znam już chorobę i wiem czego mogę się spodziewać. Ale nie jest łatwo. Za każdym razem jest bardzo, bardzo, bardzo trudno. Po raz kolejny zbierać się z tym wszystkim, po raz kolejny zmuszać się do…dodatkowego orzeszka, do plasterka białego sera, czy do zjedzenia czegoś więcej niż jabłko na drugie śniadanie… Cała ta sytuacja, to duża nauczka, że choć trudno mi to przyznać, to ja też muszę czasami odpocząć. Że może czasami najbardziej efektywną pracą, będzie usiąść i odpuścić. Że może czasami warto stracić coś innego, niż po raz kolejny własne zdrowie…które i tak wystarczająco mocno kuleje od 3 lat.
A co z tym, że przecież kiedyś „miałam motywację”, były rzeczy, na których zależało mi do tego stopnia, że jadłam... Cała ta lista „warto jeść” stopniowo traciła znaczenie, bo wypisane rzeczy okazały się nie tym, czym myślałam, że się staną. Teraz uderza mnie to, że już samo szukanie powodów do jedzenia świadczy o niezdrowej sytuacji. Jeżeli wciąż BYCIE CZŁOWIEKIEM nie jest dla mnie wystarczającym argumentem, by po prostu jeść... Jeżeli wciąż potrzebuję poczucia śmiertelnego zagrożenia lub osiągnięcia czegoś wybitnego, by pozwolić sobie choć w minimalnym stopniu na to, co dla innych jest nic nieznaczącą, rutynową czynnością. Doskonale znam skutki niejedzenia, (zresztą ciągle je przecież odczuwam), codziennie studiuję podręczniki o zdrowiu i chorobach, a wciąż nie przyswoiłam, że jedzenie jest niezbędną do życia, fizjologiczną i normalną czynnością.
Może ta cała „motywacja” pozwala coś zacząć, ale to jednak systematyczność i wysiłek są tymi, które pozwalają w czymś wytrwać…
Ten wpis to taka przestroga- dla tych, którzy chorują lub chorowali… Bo wszystko dzieje się bardzo szybko. A kontrola…? Możemy kontrolować wszystko, ale nie tą chorobę. Trudno pogodzić się z tym, że samemu trzeba usiąść i cokolwiek zjeść, bo przecież inni, choć bardzo by chcieli- nie nakarmią nas i za nas nie zjedzą.
Może ten wpis przysłuży się też tym, żyjącym w otoczeniu osoby chorej- nie panikujcie, nie „włączajcie” trybu karmienia na siłę, wojny, pretensji, kontroli, czy sprowadzania wszystkiego do problemu jedzenia. Po prostu bądźcie tylko i wspierajcie, bo to nam- chorującym, wystarcza.
Trzymajcie się! 😊
- Gabi



Cieszę się, że napisałaś :) Chyba każdemu z nas przydaje się chwila rezygnacji z dodatkowych zainteresowań na rzecz tego co jest naszym obowiązkiem. Podwija się noga każdemu i najważniejsze, że zdaje się z tego sprawę. Teraz może cudownie nie jest, ale masz czas odpocząć, na spokojnie znowu wdrożyć poprawne nawyki. Najważniejsze, żeby mieć wsparcie i bliskich, którzy zawsze przy nas są. Trzymam kciuki za powrót do zdrowia i czekam na kolejny wpis ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję za ten komentarz, a przede wszystkim za wsparcie i ciepło, które można z niego wyczytać. :) Dużo dla mnie znaczy, że ktoś tutaj bywa i stara się zrozumieć co mam do przekazania!
UsuńPozdrawiam. ;)