Dać sobie pomóc



Dzień dobry! ❤
Mam teraz trochę więcej czasu, więc chciałabym żeby wpisy pojawiały się choć trochę częściej niż bywało to ostatnio. Dzisiejszy post będzie pomaganiu…samemu sobie. Bo coraz częściej spotyka się sytuacje, w których choć bardzo potrzebujemy pomocy, to boimy się do tego przyznać. Zdarza się, że odczuwamy wstyd nawet przed samym sobą, że coś nie jest tak jak być powinno, że „powinnam dawać radę”, a jednak nie daję… 
Ostatnio sama to przechodziłam- wierzyłam, że nie potrzebuję żadnego leczenia, żadnej pomocy od żadnego specjalisty. Sądziłam, że już przecież powinnam sobie poradzić, że „nie jest tak źle”. Co zrobiłam? Świadoma wszystkich konsekwencji, (nieodpowiedzialnie) ostawiłam swoje leczenie zalecone przez psychiatrę, które pomagało mi już od dłuższego czasu. Powód mojej decyzji…? Najważniejszy wymieniłam powyżej- chciałam pokazać sobie samej i innym, że „jest dobrze”, choć wcale dobrze nie było. Powód drugi? Miałam już dosyć poczucia, że „jestem wadliwa”. Bo niestety, ale do tej pory powszechne jest myślenie, że osoby które potrzebują pomocy psychiatry czy terapeuty, są ,,nienormalne”, lub ,,psychiczne”…

Ponosiłam duży koszt tych kilku miesięcy bez leków. Rzeczywistość stała się zdecydowanie trudniejsza niż bywa zwykle, a otoczenie i atmosfera wokół, były zbyt ciężkie, zbyt głośne, zbyt drażniące… po prostu niemożliwe do funkcjonowania.W tym wszystkim ja- mocno rozchwiana, w złym samopoczuciu, w bezsilności i w tej (znanej mi już) ciemności. Kiedyś to określałam, jako ,,fala”… bo czułam, jakby zalewała mnie fala przygnębienia i ogromnej pustki. Czułam się, jakbym po prostu przestawała istnieć, bo nie da się oddychać w tak gęstym powietrzu. I po raz kolejny, było mi „tak bardzo wszystko jedno”…


Dziś się przyznaję, że ja również należę do tych ,,psychicznych”, ,,nienormalnych”, czy jakkolwiek inaczej (ale zawsze pejoratywnie) określanych osób. Choć trudno było mi się z tym pogodzić, to ja najzwyczajniej w świecie potrzebuję leków, ponieważ chcę sobie pomóc. I tak samo jak osoba chora na cukrzycę potrzebuje insuliny, osoba z chorobą zatorowo- zakrzepową potrzebuje heparyny, tak samo ja- osoba z zaburzeniami, potrzebuję po prostu czegoś, co zastąpi mój niedobór neuroprzekaźników w układzie nerwowym. Brzmi to zwyczajnie i logicznie. Jestem chora? Potrzebuję pomocy.

Zastanawia mnie, dlaczego w XXI w. wyraz psychiatra wciąż budzi lęk i kojarzy się z wiązaniem kaftanu, przypinaniem pasami do łóżka, krzykami ludzi w białych koszulach nocnych, czy oddziałem jak z horroru… Może usuńmy wreszcie te nieprawdziwe wyobrażenia z głów, zostawmy je twórcom filmów grozy, którym wciąż nie znudziło się kreowanie takiej wizji szpitali psychiatrycznych. Żyjemy w czasach, gdzie nikogo nie dziwi pójście do naturopaty, czy bioenergoterapeuty, gdy nikogo już nie zastanawiają ludzie, wierzący, że Ziemia jest płaska, czy że szczepienia powodują autyzm… Jednak osoba, korzystająca z pomocy psychiatry, a już co gorsza biorąca leki, wciąż jest postrzegana jako „nienormalna”. 

Na własnych błędach nauczyłam się, że po prostu potrzebuję codziennie wziąć dwie tabletki. Jest to czymś normalnym, zwyczajnym, nie chcę czuć się z tego powodu „wadliwa”. Połknięcie dwóch pastylek, nie robi ze mnie kogoś ,,psychicznego”, a wręcz przeciwnie- ratuje mnie i moje otoczenie przed moją ,,ciemniejszą” stroną. Po lekach nie staję się kimś innym, nie jestem też w nieprawdziwym, cudownym, magicznym, kolorowym świecie. Leki pozwalają mi widzieć bardziej obiektywnie, przejrzyście i krytycznie myśleć, a nie zamykać się w pustym obrazku, który wytwarza moja głowa.

Boli mnie za każdym razem, gdy ktoś używa określenia „nienormalny”, zamiast chory, szczególnie jeżeli ta „nienormalność” polega na tym, że po prostu mózg potrzebuje trochę ,,wsparcia”. By łatwiej było wstać z łóżka, by każda czynność nie męczyła tak bardzo, by najcichszy dźwięk nie wywoływał rozdrażnienia, a każdy błahy problem nie stawał się tragedią. Nie lubię też określenia „psychiatryk” zamiast ,,szpital psychiatryczny”, bo to brzmi… pogardliwie. 

Mieszkamy w kraju, gdzie liczba ofiar samobójstw jest wyższa niż liczba ofiar wypadków samochodowych. Uznajemy, że ludzie mają prawo do chodzenia gdzie chcą i wiary w to, co chcą, ale nie mają prawa chorować i leczyć się psychiatrycznie ,,bo nie”, bo ,,to słabość”, bo to znaczy, że sobie ,,nie radzą”, bo będą uznani za ,,psychicznych i nienormalnych”. A to wszystko bardzo boli…

Mam nadzieję, że niedługo to wszystko zacznie się jakoś zmieniać. Bo jeżeli kondycja psychiczna nie jest w dobrym stanie, to choćby się bardzo zdrowo jadło, biegało codziennie, ćwiczyło jogę, medytowało, odmawiało modlitwy, czytało poradniki, spało 8h, piło 2,5l wody i prowadziło ,,zdrowy tryb życia”…to i tak w końcu mocno się upadnie. Przestańmy bać się prosić o pomoc. 
Trzymajcie się ciepło, do następnego! 😊
- Gabi 

Komentarze