Tym, których na majówce nie będzie...

Zbliża się weekend majowy, dni są coraz piękniejsze i wreszcie przestało padać. Tradycyjnie też, wszyscy czekają i szykują się na ,,majówkę"- grill się rozgrzewa, napoje w lodówce, sałatka zrobiona i nawet zdążyło się na ostatni moment promocji musztardy. 

Wydaje mi się jednak, że w tym roku z większym utęsknieniem wyglądamy za tym, co (zgodnie z obietnicami) nastąpi po majówce. Mam na myśli stopniowe znoszenie obostrzeń, które przyniesie choć namiastkę dawnej ,,normalności", bo odkąd wybuchła pandemia COVID-19, chcemy po prostu swobodnie oddychać i poczuć wolność.
Bardzo mnie cieszy perspektywa coraz większej swobody, chcę wierzyć, że najgorsze momenty pandemii już minęły i że wreszcie stwierdzenie ,,wynik pozytywny", przestanie kojarzyć się negatywnie. 
źródło: tumblr
Z racji tego, że miałam ,,przyjemność" pracować bezpośrednio na oddziale Covidowym, to chciałabym tym dzisiejszym wpisem jedynie wspomnieć o Tych, którzy na majówkę ,,nie dotarli". Myślę, że to dobry moment, by Oni- którzy nie mieli siły oddychać, przypomnieli, jakie mamy ogromne szczęście, że wciąż bierzemy kolejny wdech. 
Dedykuję Im ten tekst, bo został stworzony w oparciu o Ich słowa, prośby, gesty i zachowania. Nie chcę nikogo pouczać, czy straszyć...jedynie przekazać przesłanie od Tych, którzy w inny sposób, nie zostaliby już usłyszani.

XX.XX.2021r.

List od Kolejnego

Boję się, Tato.

Czuję zbliżający się koniec. Już za chwilę dołączę do codziennej statystyki i stanę się kolejną przeszkodą do zniesienia obostrzeń. Chciałbym, aby mój strach udzielił się tym, którzy śmieli nazwać mnie ,,statystą”.  Jestem w dusznej klatce, więzi mnie moje ciało, uciska, nie mogę
z siebie wyjść. Jestem zupełnie sam, a nie potrafię zwyczajnie oddychać.

Kilka dni temu miałem wszystko i potrzebowałem tak wiele. A teraz? Nie mam nic i nie potrzebuję niczego… oprócz powietrza.

Kolejny dzień w tej samej piżamie, w nieswojej pościeli i ze szczoteczką do zębów, kupioną na dole w „kiosku”. Przecież nie spodziewałem się długiego pobytu, nic nie spakowałem, nie przygotowałem się. Mam tutaj własną szafkę z butelką wody, zamkniętego Nutridrinka i nietknięte kanapki z białego chleba. I Broń Boże nie narzekam, bo w czasie, w którym walczy się o każdy 1l tlenu, ja mam przywilej oddychania przez maskę z rezerwuarem….

Chciałbym się pożegnać, ale nie mam na to siły. Nie potrafię mówić, jeść, pić… Osłabły mi zmysły, wiem o tym, bo co jakiś czas tracę świadomość. Nie mam pojęcia, co się ze mną wtedy dzieje, ale zawsze gdy się ocknę, jestem mocno przytrzymywany w łóżku przez dwie postacie w kombinezonach- nie rozpoznaję czy to lekarze, pielęgniarki, kobiety, czy mężczyźni.

Jestem w odciętym świecie. Równolegle za oknem toczy się życie, którego odpowiednio nie zaczerpnąłem. Żałuję, że nie żyłem świadomiej, nie oddychałem głębiej…

O ile to nie moje halucynacje z niedotlenienia, to wydaje mi się, że  przed chwilą był tutaj Ksiądz. Bardzo się boję, bo do mnie podchodził i długo mówił.

Ja już wiem, że ostatnią rzeczą, którą w życiu usłyszę będzie szelest kombinezonów i szum tlenu. Jeśli dobrze podsłuchałem, to zarówno mnie, jak i moje ,,wszystko”, dokładnie umyją silnym chlorem. Wiem też z telewizji, że gdy już odejdę, to Rodzina mnie nie zobaczy, bo przecież ,,jestem zakaźny” i będę szczelnie ,,szczelnie opakowany”…

Tato, niech moi bliscy dbają o siebie. Niech mi wybaczą, niech się pogodzą, niech za bardzo nie płaczą i…niech po prostu żyją. Niech czerpią, niech będą wolni, niech chłoną codzienność.

Tato, ratuj, bo już chyba się duszę. Tato, bardzo się boję i proszę- niech tylko nie boli.
Tato, ja już idę.

                                                                                                  - Kolejny Pacjent 

źródło: tumblr

Myślę, że to nie wymaga komentarza i nie muszę tutaj nic dopisywać.
Wszystkiego dobrego, trzymajcie się zdrowo, ciepło...i świadomie oddychajcie!😀

- Gaba





Komentarze