Posty

Tym, których na majówce nie będzie...

Obraz
Zbliża się weekend majowy, dni są coraz piękniejsze i wreszcie przestało padać. Tradycyjnie też, wszyscy czekają i szykują się na ,,majówkę"- grill się rozgrzewa, napoje w lodówce, sałatka zrobiona i nawet zdążyło się na ostatni moment promocji musztardy.  Wydaje mi się jednak, że w tym roku z większym utęsknieniem wyglądamy za tym, co (zgodnie z obietnicami) nastąpi po majówce. Mam na myśli stopniowe znoszenie obostrzeń, które przyniesie choć namiastkę dawnej ,,normalności", bo odkąd wybuchła pandemia COVID-19, chcemy po prostu swobodnie oddychać i poczuć wolność. Bardzo mnie cieszy perspektywa coraz większej swobody, chcę wierzyć, że najgorsze momenty pandemii już minęły i że wreszcie stwierdzenie ,,wynik pozytywny", przestanie kojarzyć się negatywnie.  źródło: tumblr Z racji tego, że miałam ,,przyjemność" pracować bezpośrednio na oddziale Covidowym, to chciałabym tym dzisiejszym wpisem jedynie wspomnieć o Tych, którzy na majówkę ,,nie dotarli". Myślę, że to ...

Jestem bardzo głodna! Extreme Hunger.

Obraz
Cześć Kochani! Ostatnio pisałam, że chciałabym tutaj częściej publikować wpisy. Jak na razie, zupełnie przypadkowo, udaje mi się być tutaj dość systematycznie. Moja sytuacja obecnie zmienia się bardzo dynamicznie i chodzi mi tutaj o jedzenie… Ja po prostu j estem NON STOP GŁODNA i piszę to z przerażeniem… Wyobraźcie sobie dwie sytuacje: sytuacja 1. (rok 2016): siedzę przy stole z sondą w nosie, rękawiczkach (bo zimno!), w polarze i pod kocem. Przede mną talerzyk, a na nim: wafel ryżowy i jabłko… Można by to podsumować: „Ja i moje niezjedzone śniadanie”. Sytuacja 2.(obecnie): siedzę przy stole z dużą miską wypełnioną: płatkami, bananem, nektaryną, orzechami suszonymi owocami. Zjadam, ale wciąż „coś bym jeszcze zjadła” , więc dorzucę sobie więcej płatków. Jednak ciągle czuję, że nie jestem najedzona, a wręcz przeciwnie…wracam do lodówki, robię kanapkę z jakimś „czymś” i jest dobrze…Mija 15 minut, jestem już w tramwaju na zajęcia i czuję jak robię się... głodna. Zupełnie jakbym nie jad...

Dać sobie pomóc

Obraz
Dzień dobry! ❤ Mam teraz trochę więcej czasu, więc chciałabym żeby wpisy pojawiały się choć trochę częściej niż bywało to ostatnio. Dzisiejszy post będzie pomaganiu…samemu sobie. Bo coraz częściej spotyka się sytuacje, w których choć bardzo potrzebujemy pomocy, to boimy się do tego przyznać. Zdarza się, że odczuwamy wstyd nawet przed samym sobą, że coś nie jest tak jak być powinno, że „powinnam dawać radę”, a jednak nie daję…  Ostatnio sama to przechodziłam- wierzyłam, że nie potrzebuję żadnego leczenia, żadnej pomocy od żadnego specjalisty. Sądziłam, że już przecież powinnam sobie poradzić, że „nie jest tak źle”. Co zrobiłam? Świadoma wszystkich konsekwencji, (nieodpowiedzialnie) ostawiłam swoje leczenie zalecone przez psychiatrę, które pomagało mi już od dłuższego czasu. Powód mojej decyzji…? Najważniejszy wymieniłam powyżej- chciałam pokazać sobie samej i innym, że „jest dobrze”, choć wcale dobrze nie było. Powód drugi? Miałam już dosyć poczucia, że „jestem wadliwa”.  Bo ...

Prawda...

Obraz
Przyszedł czas na kolejny wpis po dłuższej przerwie. Powód przerwy? Tradycyjnie- sesja egzaminacyjna. Jestem świeżo po egzaminach, choć jeszcze to do mnie nie dociera. I jestem też bardzo zmęczona, niewyspana i czuję się jakby ostatnie tygodnie zupełnie odcięły mnie od otaczającego świata. Teraz, powoli wypada wracać do rzeczywistości, zrobić tutaj małą aktualizację i napisać trochę (gorzkiej) prawdy… Od jakiegoś czasu nie było dobrze. Od kilku tygodni miałam zdecydowanie za dużo stresu, za dużo presji, za dużo nauki, za dużo obowiązków, za dużo wymagań, za dużo wysiłku. Wiązał się z tym ogromny deficyt czasu, deficyt snu (3h na dobę nie brzmi dobrze!), deficyt odpoczynku i… znany mi już od lat- deficyt jedzenia. Dużo rzeczy pozbierało się w nieodpowiednim czasie, a ja czułam jak powoli wszystko znowu mnie przerasta i jak zaczynam funkcjonować w trybie „ledwo- żywym” . Nie mając siły i czasu na jakieś większe zmiany, kierowałam się myśleniem, „że w ostateczności coś mi się najwyżej st...

Jeszcze trochę...

Obraz
Witam po przerwie!❤ W dzisiejszym wpisie znowu wraca temat jedzenia. Ostatnio na wizycie lekarskiej usłyszałam, że mimo prawidłowej, zupełnie normalnej wartości wskazywanej przez moją wagę (i BMI) powinnam jeszcze "zyskać" kilka kg. To wszystko dlatego, że mój organizm ciągle jeszcze nie funkcjonuje jak trzeba, zupełnie tak, jakby nie "zrozumiał", że jest bezpiecznie i głód mu nie grozi. Można sobie wyobrazić moją minę jak usłyszałam: "Dobrze by było, jakby dała Pani radę dorobić jakieś kilka drobnych kg."... Byłam sfrustrowana, bo przecież "ja już nie chcę żadnych kg", a po za tym od najgorszego momentu mojej choroby dorobiłam już ponad 20kg, a ktoś nagle mówi, że to nie wystarcza. Dopiero chwilę później się zastanowiłam, popatrzyłam na problem z większego dystansu i dotarło do mnie, że mam przecież wybór pomiędzy dwiema możliwościami. To ja decyduję o tym: 1. Czy za jakiś czas będę mieć X kg więcej i może (wreszcie, po ponad 3 latach walki z ch...

#Życiowo

Obraz
Cześć Kochani! ❤ Nie wiem dokąd zmierza ten blog, bo tematyka zaburzeń odżywiania trochę przesuwa się na bok (i w sumie mnie to cieszy!). Mam teraz potrzebę pisania o tym, co się u mnie obecnie dzieje...a dzieje się dużo. D zisiejszy post będzie krótkim wycinkiem z tego, czego codziennie doświadczam i czego mogę się uczyć od osób chorych. Od lutego, 80% swojego czasu spędzam w oddziałach szpitalnych. Bywam wszędzie- od pediatrii zaczynając, na geriatrii i opiece paliatywnej kończąc. Widziałam już bardzo dużo, a jednak okazuje się, że ciągle bardzo niewiele. Mam tę możliwość codziennego spotkania prawdziwego człowieka, doświadczenia życia i śmierci z odległości kilku milimetrów. Sama jeszcze nie wiem czy to, że znajduję się gdzieś na drodze czyjegoś odejścia, czyjejś choroby, czy narodzin, to dla mnie zaszczyt, zadanie, zwyczajny element w trakcie dnia, czy może wszystko na raz... Nie chcę tutaj robić z siebie "znawcy życia" i pisać, że przeszłam jakąś metamorfozę odkąd mam pr...

2 lata...

Obraz
Cześć Kochani! ❤ Dzisiejszy post powstał z okazji 2. "rocznicy" mojego wyjścia z Oddziału Zaburzeń Odżywania. Czas przeleciał bardzo szybko. Dokładnie pamiętam, jak bardzo się stresowałam 06.04.2017r. przed porannym, szpitalnym ważeniem. Nie spałam od 4, bo bałam się, czy na pewno udało mi się utrzymać wagę i czy wypuszczą mnie wreszcie do domu.  Pamiętam też, że trzymając w ręce wypis, miałam nadzieję i (złudne) wrażenie, że wyjdę ze szpitala jako zdrowa osoba, bez żadnych problemów... Myślałam wtedy, że sonda w nosie, terapia w szpitalu, pobyt na oddziale zamkniętym (który był bardzo męczący!) i niezliczona ilość wypitych Nutridrinków, skutecznie odstraszyły chorobę... Oczywiście nie miałam racji.  Kilka dni po wyjściu anoreksja znowu wygrywała, a ja udawałam, że nad wszystkim panuję. Sporo czasu musiało upłynąć, zanim się "obudziłam" i zdecydowałam, że nie dam się znowu chorobie doprowadzić stanu zupełnego wyniszczenia. Ale dzisiaj nie o tym... 😉  Dziś będzie o ...